|
THE GREAT COLLISION IN THE SOLAR SYSTEM
|
|
ZBIGNIEW CHARNAS
: http://poland.indymedia.org/pl/2011/08/54490.shtml?comments=true
|
04-10-2011 09:31
|
|
Wychodząc od analizy przebiegu współczesnego antropogenicznego eksperymentu globalnego ocieplenia dochodzi się do zaobserwowania oraz interpretacji szczególnych zjawisk dodatkowych. Za sprawą wnikliwego rozpatrzenia sytuacji – w tym fizycznej i chemicznej analizy stechiometrycznej – uzyskuje się domniemanie, iż zewnętrzne zjawiska towarzyszące zwiększeniu termicznej izolacji Ziemi napędzane są przez reakcje syntezy termojądrowej, które przebiegają równolegle czasowo w półpłynnych minerałach płaszcza ziemskiego. Przy założeniu faktycznego istnienia tychże niezwykłych procesów można wyprowadzić dziś fascynującą wizję genezy, ewolucji i katastrofy w Układzie Słonecznym.
|
|
PRIMEVAL SOLAR SYSTEM / PIERWOTNY UKŁAD SŁONECZNY
Motto I :
Jeśli coś jest mało prawdopodobne , Ale mimo wszystko w ogóle możliwe , To znaczy , że mogło się wydarzyć . / general and one of mine
Motto II :
Uszczypnij się ! Skoro istniejesz , z naszą Ziemią działy się niezwykłe rzeczy ! / general and one of mine
Motto III :
Lekarz , który leczy wątrobę , serce i trzustkę , Ale nie leczy całego pacjenta , Nie jest w pełni dobrym lekarzem . Tak też naukowiec zbyt wąsko wyspecjalizowany Żyjąc na kawałku dostępnego świata Jest tylko po części naukowcem . / one of mine
Motto IV :
W nauce świata wiarygodnej Pytanie takie stało zawdy : Chcemy cne opowiadać bajki , Czy też stale dociekać prawdy ?! / one of mine
NECESSARY CLARIFICATION IN ENGLISH
There are quite many of my articles published online for your information and inspiration . This is many years near-science work (para-science) based on strictly great science research . There are some verifications of my previous hypothesis in nature. You can also make these discoveries for humanity . Not only in politics, never say “never” . The same applies to science . After reviewing a number of new facts , one gets the impression that no doubt caused by man global warming has recently arrived to the centre of the planet inhibited by us .
There are new theories on global warming as total warming in back texts (in Polish language) [Excuse me . Because I have no sponsors and I know English only a little , the rest of the articles translate provisionally , please , with an automatic translator – for instance from the Google’s search-engine – or by some of Polish scientists , fair enough represented in the World] . Get to know more terrible facts . For example that our Earth has thermonuclear reactions and it expands . For the dogmatic science it is heresy , and for inquisitive science it is a revelation !
Maybe in one respect now indisputable modern global warming proves to be unintentionally successful venture . This is namely the great size of the scale mad scientific experiment , by means of which on many circumstantial evidences we can prove occurrence of thermonuclear reactions in mantle of the Earth in most common quasi-crystalline igneous magma minerals . There are records of mere reactions , the deposits of substrates , products and long series of hothouse changes in the interior and at the surface of our planet .
That is why the Earth expands ! Going from general to detail can sometimes lead to surprising suspect , then to the confirmation of controversial theories of modern science . But in that exactly consists true science ! It consists in creation and verification of hypotheses . This time the thesis is that reactions of nuclear fusion proceed in the heart of the Earth (in mantle) , previously reserved exclusively for the Sun . There is a series of clues , which is not going unlikely to explain , and in this way everything is going as along the ruler .
We know from geological research , that in the past , the Earth rotated faster than today , and The Earth’s day lasted less than today . Overall , the terrestrial globe systematically slightly slows down his daily rotation . If we assume that there has not been a specific disorder , in the twentieth century the Earth jerked tight. First , it increased its slowing , then speeded up so at once that we will start next years to subtract leap seconds (instead of adding) .
If your satellite fly down to the surface of the Earth , it does not mean it has flied into some cloud of atmospheric gases , it means that the Earth expand and the surface grow up to the sky to catch your satellite with new gravitation power . The Earth expands because there it warm up also inside with pan-global warming caused by human civilisation activity in XX and XXI centuries . It is new big discovery for us . After that , now the tectonic platforms crack and run into new fragments all over the world with unclear geophysical method . There are much more earthquakes on the Earth and much more as usual volcano eruptions in 2010 and 2011 years . But explanation is here !
Assuming course analysis of nowadays anthropogenic global warming experiment one comes to the observation and construction of specific additional phenomena . By means of discerning consideration of the situation – in that with physical and chemical stechiometric analysis – one gets supposition that outer phenomena following in the wake of increasing of thermal isolation of the Earth are impelled by reactions of thermonuclear synthesis , which take place parallel in time in semi-liquid minerals of the Earth’s mantle . With assumption of factual existence of these extreme processes one can today educe fascinating vision of genesis , evolution and catastrophe in the Solar System .
SOME SCIENTIFIC ABSTRACTION IN SHORT STORY INTRODUCTION
Jak wspomniałem we wstępie , nowa koncepcja genezy i ewolucji Układu Słonecznego wynika z obserwacji skutków przeprowadzanego masowo eksperymentu powiększenia efektu cieplarnianego i spowodowania globalnego ocieplenia na Ziemi . Polega na między innymi na zwiększeniu izolacji dla odpływu ciepła z wnętrza naszej planety . Przemyślana koncepcja ogólniejszego efektu wspomnianych działań zakłada toczenie się we wnętrzach planet naszego układu planetarnego impulsowych reakcji termojądrowych .
Planety , w których wnętrzach zachodzą reakcje termonuklearne , muszą być odpowiednio masywne i muszą być we właściwy sposób wyposażone w zasób niezbędnych do tego minerałów . W planetach cięższych od pewnych krytycznych wartości lub we wnętrzach tych , których płaszcz twardej części jest dodatkowo dociążony oceanem gazowym reakcje te mogą przebiegać dość swobodnie , tak iż w zestawieniu wzrostowym mas planet przy coraz większych ich masach przebiegają coraz bardziej intensywnie .
Materiałem palnym reakcji termonuklearnych zachodzących we wnętrzach planet są półpłynne minerały płaszczy ich twardych globów – zwanych w przypadku gazowych olbrzymów jądrami . Produktami reakcji są stopy metali zebrane w metalicznych jądrach właściwych planet . We wnętrzu Ziemi za sprawą syntezy glinu z krzemem w glinokrzemianach powstaje więc tu głównie żelazo (przeczytaj moje wcześniejsze artykuły) .
Zewnętrzne zjawiska towarzyszące przebiegowi reakcji termojądrowych w warunkach dodatkowego dławienia odpływu energii z wnętrza Ziemi w ostatnich stu kilkudziesięciu latach to głównie : nie uzasadnione niczym innym ocieplanie się głębokich warstw oceanów , kaskadowy w swoim charakterze i niepełny wzrost poziomu morza , specyficzne zmniejszenie i zwiększenie dotychczasowej prędkości wirowania globu ziemskiego oraz zmiany grawitacyjne prowadzące do szybszego opadania po spirali na powierzchnię Ziemi jej sztucznych satelitów .
Zapisy stechiometryczne domniemanych reakcji termonuklearnych prowadzą do otrzymania typowego składu izotopowego pierwiastków obecnych w skorupie ziemskiej . Skład gazowych i proszkowych produktów tychże reakcji pozwala uznać za słuszną hipotezę ekspansji Ziemi , w której wykazuje się , iż w ciągu ostatnich miliardów lat Ziemia napuchła wewnętrznie zwiększając swoją zewnętrzną średnicę dwukrotnie , a wszystkie ziemskie kontynenty były pierwotnie ze sobą połączone tak , iż stanowiły jedyny masyw skorupy planety .
Kolejną przesłanką dla uznania głównych elementów teorii ekspansji Ziemi za słuszne oraz uznania istnienia w głębinach planet impulsowych reakcji termojądrowych jest najnowsza konstrukcja historii powstania i przeobrażeń naszego Układu Słonecznego . Reakcje termonuklearne oddziałują tu sporadycznie – tak jak uderzenia piorunów w chmurach – gdyż minerały płaszcza planety pozwalają na wtórny odbiór wygenerowanego w reakcjach ciepła . Nie tworzy się więc emisyjna bomba , taka jak na Słońcu , lecz dalszemu przekształceniu podlega płaszcz , skorupa i atmosfera planety .
Założenie istnienia takiego schematu formowania i ogrzewania się planet oraz założenie zaistnienia niegdyś wielkiej kolizji w Układzie Słonecznym pozwala zinterpretować wiele dotąd nie wyjaśnionych istotnych zagadek związanych tym układem . Ogólny schemat genezy i ewolucji Układu Słonecznego oraz dokonanej w nim dawno temu wielkiej katastrofy przedstawia się następująco :
Układ planet powstaje wraz ze słońcem w czasie zagęszczania się pierwotnego dysku materii międzygwiezdnej . Jeśli jest to taka ilość materii , jaka brała udział w narodzinach Układu Słonecznego , to powstaje system podobny do naszego . Gdyby nie silna grawitacja Słońca wszystkie planety Układu Słonecznego stałyby się pierwotnie gazowymi olbrzymami o określonym schemacie budowy , przewidującym twarde krzemianowo-metaliczne jądro otoczone grubą warstwą ciekłego i gazowego oceanu wodorowo-helowego .
Jednak nasze Słońce ściągnęło wodór i hel gromadzący się wokół pierwszych kilku planet układu , pozostawiając blisko wokół siebie jedynie ich twarde globy (tu niedokładnie : istniejących w U.S. jako planety wewnętrzne) . Wymienione gazy są zbyt lekkie , aby utrzymać się na planetach posiadających nawet średnią siłę grawitacyjną . Do dziś eliminowane są z górnych warstw atmosfery ziemskiej przez niektóre frakcje wiatru słonecznego czy też ciepło promieniowania słonecznego .
Ponieważ na pokrytych wulkanami powierzchniach niektórych planet wodór prawie wcale nie przebywał , z innych umknął niemal od razu , a na dalszych znajdował się jeszcze przez jakiś czas , toteż możliwe były różnorakie scenariusze ewolucji atmosfer tychże planet . W wielu przypadkach z wulkanów wydostawał się pierwotnie intensywnie tlen z dwutlenkiem węgla oraz dwutlenek siarki – jako produkty reakcji termojądrowych w minerałach czy też produkty reakcji pochodnych . Wodór mógł tu wówczas reagować bezpośrednio z tlenem dając wodę , a woda z dwutlenkami dając odpowiednie kwasy .
Wiemy , że w atmosferze Merkurego nie ma wody . Na planecie Wenus jest jej niemal tyle co w jej kwasie siarkowym . Na naszej Ziemi istnieje ogromny ocean wodny . Z kolei na Marsie woda tworzy głęboko wieczną zmarzlinę w żelazowym błocie zgromadzonym na jego czerwonej powierzchni . Wygląda więc na to , że na każdej z wymienionych planet ewolucja atmosfery poszła w innym kierunku . Dokonało się to w zależności od proporcji w podaży poszczególnych jej składników . W szczególności dostaw takich pierwiastków jak : wodór , tlen , węgiel i siarka .
Z pewnych względów teoretycznych – opisanych skrupulatnie poniżej – Merkury nie pasuje na pozycji pierwszej planety pierwotnego Układu Słonecznego . Pierwszą byłaby więc pierwotnie Wenus . Merkury pasuje natomiast doskonale jako czwarta planeta pierwotnego układu , poruszająca się po orbicie znajdującej się pomiędzy pierwotnym Marsem a Jowiszem . Pierwotna planeta Mars była zdecydowanie inną planetą od znanej nam dzisiaj Czerwonej Planety . To ona obok Merkurego poniosła największe konsekwencje kosmicznej kolizji i katastrofy , które dokonały się kilka miliardów lat temu w Układzie Słonecznym .
Proponuję przyjąć dla pierwotnego Marsa nazwę : Inta-Mars . Dodany przedrostek pochodzi tu od angielskich słów „intact” oraz „intangible” – oznaczających : nietknięty oraz nieuchwytny w obserwacji . Dla pierwotnego Merkurego – w chwili kolizji pierwszego bodaj w pozycji od Słońca gazowego olbrzyma , krążącego po orbicie znajdującej się pomiędzy Marsem a Jowiszem – proponuje prostą nazwę : Gaz-Merkury (ang. Gas-Mercury) .
Zgodnie z moim domniemaniem w pierwotnego Marsa lub – co ogólnie właśnie bardziej jest prawdopodobne – w gazowego jeszcze Merkurego uderzyła lecąca z wielką prędkością ogromna asteroida bądź planetoida . Miałaby ona średnicę rzędu pięciuset lub więcej kilometrów . Rozbryzgując wodorowo-helowy przepastny ocean Gaz-Merkurego wypchnęła go lecąc od tyłu z jego orbity . Sama rozpadła się na miriady kamiennych szczątków – część współczesnego Pasa Asteroidów , krążących obecnie po orbicie Gaz-Merkurego . Lecący po odbiciu w wielkim pióropuszem rozproszonych wokół siebie gazów Merkury wylądował zaś na pierwszej orbicie od Słońca .
Poruszając się wśród torów planet Gaz-Merkury dokonał jeszcze kilku innych istotnych spustoszeń bądź modyfikacji w Układzie Słonecznym . Najważniejszym z nich jest wywołanie wielkimi siłami pływowymi dekompresji i rozerwania Inta-Marsa , który najwyraźniej nawinął mu się po drodze . Poza tym dolatujący do swej nowej orbity Gas-Merkury osłabił rotację lub nawet odwrócił jej kierunek u tych planet , które napotkał w pobliżu swej pokolizyjnej drogi awaryjnego przelotu . Stało się tak w sposób najbardziej dobitny w przypadku Wenus .
Zgodnie w pewnymi , jeszcze nie do końca potwierdzonymi , teoriami naukowymi układ planetarny posiada swoistą sprężystość w stosunku do możliwych pochodzących z zewnątrz sporych udarów , a orbity zasiedlane przez jego planety są uprzywilejowane w stosunku do orbit pośrednich . Nie jest więc łatwo wybić planetę z jej orbity , gdyż wszystkie pozostałe planety reagują odpowiednio na swych torach przelotu . Gdy jednak coś takiego już się stanie , możliwe staje się przeorbitowanie wybitej silnie z toru planety i w układzie planetarnym dokonuje się wielka reorganizacja dotychczasowych słonecznych obiegów .
Prawdopodobieństwo wystąpienia tak dramatycznej i odpowiednio wyprofilowanej ku przyszłości katastrofy oraz wielkiej przemiany w Układzie Słonecznym jest oczywiście niezwykle małe . Mamy jednak w całym kosmosie do czynienia z przeogromną ilością prób probabilistycznych . Również prawdopodobieństwo zaistnienia i kontynuowania życia na Ziemi jest niebywale małe . W dodatku jeszcze możliwe wcześniejsze zaistnienie i toczenie się życia na Inta-Marsie jest mało prawdopodobne . Zważywszy tu zwłaszcza na tenże czwarty wymiar – czyli liczony w miliardach i milionach lat wymiar czasowy .
Prawdopodobnie kilka miliardów lat temu doszło do takiej właśnie , jak przedstawiona , modyfikacji Układu Słonecznego . Przed kolizją i katastrofą były w nim więc obecne kolejno następujące obiekty – przytaczam z „archaicznymi” nazwami : Słońce , Wenus , Ziemia , Inta-Mars , Gaz-Merkury (brak jeszcze Pasa Asteroidów) , Jowisz , Saturn , Uran oraz Neptun (brak jeszcze Plutona) . Proszę w dalszym ciągu przeczytać , co też nieco wcześniej napisałem inspirującego i ekscytującego o tamtych prehistorycznych kosmicznych wydarzeniach :
FROM WHAT THE OCEANS ON THE EARTH OUR OCEANS : OXYGEN , HYDROGEN & AMMONIA
Do dziś dnia wśród naukowców trwają spory o to , jaki był pierwotny skład atmosfery ziemskiej i skąd wzięły się ziemskie oceany . Wiadomo , że domniemywa się , iż pierwsze formy życia na Ziemi powstały z aminokwasów . Z kolei niektórzy sądzą nawet , że oceany stworzyły rzekomo dużo częściej upadające dawniej na powierzchnię naszej planety krążące w Układzie Słonecznym lodowe komety .
Jak wykazałem to w poprzednich artykułach ziemski płaszcz rozpulchniany jest przez tlen , uwalniany z rozkładających się w reakcjach termojądrowych związków krzemianowych . Łączy się on w płaszczu Ziemi i pod jej skorupą prawie natychmiast metalami w stanie rodzimym , siarką w siarczkach oraz z węglem i azotem z osadów organicznych , trafiających pod wulkany w strefach subdukcji płyt tektonicznych .
Pewna nadwyżka tego tlenu może wydostawać się do atmosfery ziemskiej poprzez właśnie te wulkany w formie dwutlenku węgla , dwutlenku siarki , tlenków azotu i pary wodnej . Utlenia on tam bowiem resztki organiczne pochodzące z osadów oceanicznych .
Pierwotna atmosfera Ziemi – nie zawierająca jeszcze azotu i tlenu – mogła zawierać dwutlenek węgla , wodór i amoniak (stąd aminokwasy) . Byłaby wówczas podobna w swoim składzie do obecnej atmosfery Jowisza . Wydostający się z rozpadlin lawowych i wulkanów na powierzchnię Ziemi tlen mógł bezpośrednio utleniać wodór , tworząc nad nimi być może nawet niewielkie ogniste pióropusze .
Obecny w atmosferze amoniak tworzył zaś z kwasem węglowym w pierwotnej morskiej wodzie węglan amonu , którym przesycone były te jej ilości , które trafiały w późniejszych latach do tworzących się pierwotnych stref subdukcji tektonicznej . Z wulkanów wychodził następnie po utlenieniu tego węglanu już tylko dwutlenek węgla , nietrwałe tlenki azotu i para wodna .
W ten sposób w atmosferze i biosferze Ziemi pozostał azot . Węgiel pozostał szczątkowo w atmosferze oraz licznie w biosferze i ziemskiej litosferze . Resztki wodoru , podobnie jak hel , były natomiast z górnych warstw ziemskiej atmosfery wywiewane przez wiatr słoneczny i galaktyczny , tak jak dzieje się to do dnia dzisiejszego .
Pozostaje tu jedno zasadnicze pytanie , czy reakcje termonuklearne w ziemskim płaszczu i wynikająca z ich przebiegu ekspansja Ziemi przyspieszają , czy też może zwalniają na przestrzeni milionów lat ewolucji naszej planety . Mam wątpliwości , czy ekspansjoniści przedstawiają tu obecnie właściwy schemat wydarzeń . Zgadzam się z nimi natomiast co do ogólnej zasady ekspansji globu ziemskiego . Proces powstawania ziemskich oceanów w obecnym wymiarze wielkości musiał trwać podczas tego procesu zapewne co najmniej przez setki milionów lat .
NOW JUPITER ISOTOPE SONG
Tak w ogóle , to Jowisz – największa planeta Układu Słonecznego , gazowy olbrzym – wykazuje wiele zastanawiających podobieństw do Ziemi . Posiada , podobnie jak Ziemia , silne pole magnetyczne . Jest ono nawet znacznie silniejsze od ziemskiego . Niezwykle gruba warstwa atmosferyczna przypomina swoim składem domniemaną tu przeze mnie pierwotną atmosferę Ziemi . Zawiera ona : głównie wodór i hel , które są jednak domieszkowane amoniakiem , metanem , wodą i wodorosiarczkiem amonu . Jądro zaś Jowisza przypomina sama Ziemię – poprzez domniemywaną przez naukę zawartość w nim głównie krzemu i żelaza . Jądro to ma promień o długości ok. 10 tys. km . przez co jest prawie dwa razy większe wymiarem od Ziemi* .
Temperaturę ukrytego pod chmurami jądra Jowisza szacuje się na 25 tys. kelwinów , a ciśnienie w nim panujące na 10^13 N/m^2 . Zapis o składzie jądra Jowisza można być może potraktować dosłownie . W myśl przeprowadzonych przeze mnie poprzednio wywodów , dotyczących reakcji termonuklearnych we wnętrzu Ziemi , przedstawione powyżej parametry mogą sugerować zachodzenie w nim przemiany termojądrowej czystego krzemu 14(28)Si w izotop niklu 28(56)Ni bądź żelaza 26(58)Fe (tu z zamianą dwóch protonów w dwa neutrony) . Ten izotop niklowy w litosferze Ziemi nie występuje (58Ni – 68,1 % , 60Ni – 26,2 %) , izotopu zaś żelaza 26(58)Fe jest tylko 0,3 % . Jest tu jednak prawdopodobnie możliwa jednoczesna rekombinacja do 28(58)Ni i 26(56)Fe (żelazo oddaje dwa neutrony niklowi) . Wtedy otrzymuje się typowe obfite ziemskie zawartości wskazanych izotopów (58Ni – 68,1 % oraz 56Fe – 91,7 %**) .
JUPITER IS REALLY HOT HALF-SUN
Po obejrzeniu filmu „The Universe – Jupiter” [Link do filmu na dole artykułu] można łatwo dojść do wniosku , że na dnie gęstej gazowej powłoki Jowisza coś się intensywnie gotuje – jak na dnie garnka – a z góry obserwujemy fascynujące konwulsyjne tego efekty . Nie jest to taka sobie spokojna planetka , lecz twór kosmiczny przypominający swą aktywnością nasze Słonce .
I faktycznie , skoro – jak wiadomo – Jowisz sumarycznie emituje znaczne ilości ciepła , to musi tu być coś z tego . Gazowy olbrzym oddalony jest dość znacznie od Słońca i otrzymuje od niego na jednostkę powierzchni zdecydowanie mniej energii niż Ziemia . Jest jednak o wiele większy od Ziemi , a jego emisja szacowana jest na dwukrotność odsłonecznego dopływu energetycznego . Mamy tu więc w przestrzeni kosmosu spory kocioł .
Wiadomo skądinąd , że ruchy konwekcyjne i prędkość wiatru w cyrkulacji pionowej zależą przede wszystkim od różnicy temperatur góra-dół , a mniej od samej temperatury bezwzględnej poziomu termicznego tych ruchów . Tak na przykład na ziemi ruch wielkich mas powietrznych w cyrkulacji południkowej szybszy jest w zimie niż latem , z powodu większego w zimie wychłodzenia wyższych warstw atmosfery (większa zimą różnica temperatur) .
Nie musi więc zewnętrzna gazowa powierzchnia Jowisza rozgrzana być „do czerwoności” i może mieć ujemną temperaturę . Dla wielkich turbulencji jego atmosfery wystarczy zasadniczo to , że powierzchnia jego jądra jest relatywnie gorąca . Powinna ona mimo wszystko mieć temperaturę wyższą od temperatury powierzchni naszej planety .
Ruchy w atmosferze Jowisza przypominają ruchy w atmosferze Ziemi . Należy pamiętać , że są to właśnie ruchy termiczne . Wielkie cyklony huraganów i tajfunów to planetarne zawory bezpieczeństwa . Ziemia pozbywa się dzięki nim ogromnych ilości ciepła mogącego niebezpiecznie przegrzać jej oceany . Przytaczam po raz kolejny dane mówiące o energii huraganów : Taki dobrze wykształcony twór najwyższej kategorii – o rozmiarach mogących przykryć swą średnicą wyspę Kubę – stanowi w ciągu doby swego trwania równowartość energetyczną 400 bomb termojądrowych o najwyższej zachodniej mocy 20 Mt TNT (dwudziestu milionów ton trotylu) . Huragan trwa do około tygodnia czasu lub dekady dni (7 x 400 , 10 x 400) . Tylko 3 % (trzy procent) z tej energii przekształcane jest w prędkość wilgotnego wiatru i ruch fal morskich . Reszta wypromieniowywana jest niemal bezpośrednio w kosmos . Tak , iż atmosfera ponad niskociśnieniowym lejem huraganu dość znacznie rozgrzewa się .
Na marginesie dodam , że trzy takie bomby termojądrowe zrzucone na Warszawę jednocześnie zmiotłyby i spaliły całe współczesne Województwo Mazowieckie (patrz : radziecka bomba Tsar = Car-bomba = Big Ivan , 57 Mt TNT , Nowa Ziemia 1961) . A tak à propos , to można by się zastanawiać , czy stworzona sztucznie bomba z czystego krzemu jest w stanie wybuchnąć tak , jak bomba wodorowa . Myślę , że zanim ktoś coś takiego skonstruuje , lepiej rozpatrzyć tę kwestie teoretycznie .
Oczywiście bombę taką inicjować musiałaby standardowo – jak jest to tu konieczne – bomba atomowa . Reakcja syntezy jądrowej pierwiastków cięższych od żelaza – a więc już na przykład synteza niklu ze stosunkowo blisko leżących lżejszych od niego pierwiastków – jest już reakcją endotermiczną i wymaga dostarczenia znacznej energii z zewnątrz .
Nie byłaby to więc najprawdopodobniej reakcja eksplozyjna . Zanim kolejne reagenty w masie takiej bomby skoncentrowałyby się odpowiednio , zostałyby przez pierwotny wybuch poprzedników rozproszone . Synteza żelaza może zachodzić spokojnie pod dużym ciśnieniem w obszarze silnego pola grawitacyjnego , ale nie rąbnie efektownie i efektywnie eksplozją jak przy syntezie helu czy litu w bombie wodorowej . Bomba krzemowa może więc być znakomitym źródłem ciepła , ale nie źródłem eksplozywnym .
W jednym z podręczników do astronomii znalazłem miedzy innymi taką oto charakterystykę Jowisza :
=Masa Jowisza , wyznaczona z obserwacji jego księżyców , okazała się ogromna : przewyższa ona masę Ziemi 318 razy , a 2,5 razy sumę mas planet pozostałych . Nic dziwnego , że środek masy układu Jowisz – Słońce leży 80 tys. km ponad powierzchnią naszej gwiazdy dziennej . [...]
Za dużą grubością atmosfery jowiszowej przemawia również mała średnia gęstość planety , wynosząca 1.33 g/cm^3 . [...]
Najprawdopodobniej Jowisz jest wypełniony w środku ciekłym wodorem metalicznym [Przewodzącym prąd elektryczny / Z.C.] otoczonym grubą warstwą ciekłego wodoru molekularnego . W samym centrum znajduje się , być może , malutkie [Większe od Ziemi / Z.C.] stałe jądro żelazo-krzemianowe . Atmosfera gazowa (H , H2O , NH3) stanowi cienka warstwę zewnętrzną . [...]
Można mieć wątpliwości , czy Jowisz – ta największa planeta – jest istotnie planetą , wypromieniowuje przecież w przestrzeń około dwa razy więcej energii, niż otrzymuje w jednostce czasu od Słońca . Jakież jest źródło tej nadmiernej emisji ? [!!! / Z.C.] [...]=
Dalej autor dyskredytuje reakcje jądrowe jako źródło energii Jowisza – a to ze względu na rzekomo zbyt małe dla nich ciśnienie i temperaturę – twierdząc , że musi to być niechybnie jedynie ciepło pierwotne , tkwiące we wnętrzu planety od czasu jej uformowania się z kondensującego się okołosłonecznego obłoku pyłów i gazów . Czyli że , niejako tak sobie biegasz wieczorem jogging , że bez kolacji do późnego rana nie marzniesz śpiąc w zimie jedynie pod kusym kocykiem . Ale ekstra !
MAGNETIC JUPITER TITANIUM HYPOTHESIS & GENESIS AND EVOLUTION OF PLANETS OF THE SOLAR SYSTEM IN SPACE 1/2
Jestem przekonany i dalej będę się upierał przy tezie mówiącej , iż istnieje podobieństwo pomiędzy pierwotną Ziemią a dzisiejszym Jowiszem i że najprawdopodobniej cała seria planet Układu Słonecznego – Merkury , Wenus , Ziemia , Mars , Jowisz , Saturn , Uran , Neptun – powstała z różnych fragmentów tego samego pierwotnego obłoku materii międzygwiezdnej .
Każda z tych planet ma tak dobraną masę , że przez miliardy lat każda z osobna przychodziła odmienną od pozostałych ewolucję planetarną . Dziś obserwujemy tego efekty i konsekwencje , a wyobrazić sobie możemy źródła . Kluczem do zrozumienia ich ewolucji są nie zachodzące bądź zachodzące dalece w ich wnętrzach reakcje termojądrowe w czasie trwania bądź nie zachodzenia procesu utraty ich pierwotnej atmosfery , albo w czasie procesu jej tlenowego przekształcenia .
Zastanawiała mnie relatywnie mała ilość wody w atmosferze Jowisza . Przyjąwszy , że jest on gabarytowo tysiąc razy większy od Ziemi , można zauważyć , że przy jednopromilowej zawartości wody w atmosferze byłaby to łącznie ilość odpowiadająca jednokrotnej objętości ziemskiego wszechoceanu – jeśli tylko proporcje składników atmosfery Jowisza podane są tu objętościowo , a nie wagowo . Jeśli woda nie ukrywa się gdzieś w atmosferze Jowisza pomiędzy ciekłym wodorem i helem , to jest to trochę mało . Co więc mogło stać się z jego tlenem ?
Na młodej Ziemi tlen przereagował z pierwotnie obecnym na niej wodorem – dając wodę oceaniczną – a ponadto rozpulchnia stopione skały jej płaszcza tworząc gazową ekstruzję magmową (patrz : np. pumeks) . Spodziewam się , iż w warunkach panujących na Jowiszu – wyższej niż na Ziemi temperatury i ciśnienia w odpowiedniku ziemskiego płaszcza – obecne obok atomów krzemu 28Si quasi-krystalicznie połączone ze sobą w krzemianach atomy tlenu 16O (w litosferze Ziemi jako 97,62 % izotopów tlenu) łączą się wzajemnie po trzy w reakcjach termojądrowych , dając w ich wyniku tytan 50Ti . Mielibyśmy więc rozpisaną w sposób stechiometryczny reakcję (w skrótowym ograniczeniu do samych pierwiastków) :
8(16)O + 8(16)O + 8(16)O → 22(50)Ti + ...
Izotop 48Ti obecny jest w litosferze Ziemi w ilości 73,8 % , izotop 49Ti w ilości 5,5 % , a izotop 50Ti w ilości 5,3 % . Tlen więc nie musi rozpulchniać skał i wydostawać się z płaszcza Jowisza . Tworzy składnik jego żelazowo-tytanowego jądra . Na tym natura nie poprzestaje . Mając nieco ogólnie wygenerowanego ciepła do wykorzystania część powstałego w ten sposób tytanu syntetyzuje i rekombinuje kolejno w ruten 100Ru (12,6 % w litosferze Ziemi) , 101Ru (17,0 %) , 102Ru (13,6 %) , molibden 96Mo (blisko 100 %) i pallad 104Pd (11,4 %) :
... + 22(50)Ti + 22(50)Ti → 44(100)Ru + ...
44(100)Ru + 44(100)Ru → 42(96)Mo + 46(104)Pd
... + 22(50)Ti + 22(50)Ti + 22(50)Ti → 22(48)Ti + 44(102)Ru + ...
... + 22(50)Ti + 22(50)Ti + 22(50)Ti → 22(49)Ti + 44(101)Ru + ...
Wszystkie otrzymane tu pierwiastki to metale w właściwościach paramagnetycznych , zbliżonych do ferromagnetycznych właściwości samego żelaza . Uformowane z nich jądro Jowisza przedstawia prawdopodobnie wyjątkowe właściwości magnetyczne , które można obserwować z zewnątrz w całym Układzie Słonecznym . Wiadomo , że tytan stanowi składnik wyjątkowo wytrzymałej mechanicznie stali tytanowej (żelazo + tytan) . Ciekawe , czy stal taka jest również dobrym ferromagnetykiem .
Wszystkie wymienione metale charakteryzują się wysokimi – a przede wszystkim wyższymi od żelaza i niklu – temperaturami topnienia rzędu 1,5 – 1,7 – 2,3 – 2,6 tys. stopni Celsjusza . Prawdopodobnie podwyższają one również temperaturę topnienia swoich stopów z żelazem (odpowiednie wysokoodporne stale) . To właśnie jest tu bardzo ważne , decyduje bowiem o tym , że część metalicznego jądra Jowisza będąca ciałem stałym jest relatywnie sporo większa od odpowiadającej jej stałej części jądra ziemskiego (składa się ono z zewnętrznej części płynnej i wewnętrznej stałej) .
Ponieważ stała część Jowisza jest przypuszczalnie mniej więcej dwa razy większa od Ziemi daje to spokojnie jowiszowemu dynamu magnetycznemu kilkunastokrotnie większe rozmiary niż dynamu magnetycznemu pracującemu we wnętrzu Ziemi . Przy czym dynamo takie według mojej teorii potrzebuje niezbywalnie metalicznego centra w stałym stanie skupienia . To stąd zapewne bierze się 14 razy silniejsze od ziemskiego przeogromne pole magnetyczne Jowisza . W masywniejszym Jowiszu substraty termojądrowe mogły dalej przereagować niż na Ziemi , co również dałoby mu większe od ziemskiego jądro żelazowo-stopowe .
Saturn jest bratem Jowisza tyle , że mniejszym . Skład niezwykle grubej atmosfery ma podobny . Jego magnetosfera zbliżona jest swoim rozmiarem i swoją mocą do ziemskiej . Powinien więc posiadać podobne do ziemskiego metalowe jądro , które generuje powstawanie względnie silnego pola magnetycznego . Jądra leżącego za Saturnem gazowego Urana i takiegoż Neptuna mogą już być na to zbyt małe . Wszystkie one jednak są według przedstawionego klucza bardzo podobne do siebie . O pełni ich ewolucyjnego planetarnego rozkwitu decyduje ich rozmiar .
MAGNETIC JUPITER TITANIUM HYPOTHESIS & GENESIS AND EVOLUTION OF PLANETS OF THE SOLAR SYSTEM IN SPACE 2/2
Ponieważ we wnętrzu Wenus panują prawdopodobnie podobne temperatury jak we wnętrzu Ziemi (nieco wyższe) , lecz są tam również nieco niższe ciśnienia , nie posiada ona części metalicznego jądra w fazie stałej , a jedynie w stanie ciekłym . Uniemożliwia to na Wenus skuteczne działanie dynama magnetycznego . Pomimo innych podobieństw do Ziemi posiada ona jedynie szczątkowe pole magnetyczne .
Wenus nie posiada wodnych oceanów , gdyż wiatr słoneczny dość szybko zerwał na pierwotnej planecie jej wodorową powłokę . Nie chroniła jej bowiem od początku względnie silna magnetosfera . Wodór i hel do dziś wybijane są przez jony z atmosfery Ziemi . Wydostający się z wnętrza Wenus tlen nie mając do reakcji wiele wodoru reagował obficie z rodzimym węglem wenusjańskiego płaszcza dając po wyjściu przez wulkany planety atmosferę przebogatą w wielce sprężony dwutlenek węgla .
Dwutlenek węgla jest na Wenus tym , czym woda oceaniczna na Ziemi . Jego ciśnienie na powierzchni rozgrzanej bliźniaczej planety odpowiada ciśnieniu wody w ziemskim oceanie na głębokości 900 metrów . Azotu w atmosferze Wenus jest zaś prawdopodobnie podobna ilość , co i na Ziemi , tylko przytłoczony jest ogromną zawartością gazu węglowego .
O genezie powstania oceanów na Ziemi pisałem już poprzednio . Co zaś stało się z węglem na Ziemi , jest dość powszechnie wiadome w ramach cyklu obiegu węgla w przyrodzie i nie będę tu tego szczegółowo przytaczał . W każdym razie węgiel pochodzenia atmosferycznego i wulkanicznego został zgromadzony głównie w swoich związkach i roztworach w płytkich i nieco głębszych warstwach ziemskiej litosfery i hydrosfery .
Mars posiada atmosferę podobną składem do atmosfery Wenus , tyle że są to marne szczątki pełnej masowo atmosfery z czasów jego planetarnej świetności . Uleciała ona powoli w kosmos z powodu zbyt małej grawitacji dwukrotnie mniejszej od Ziemi rozmiarem Czerwonej Planety . Drugim powodem był tu brak silnej ochronnej magnetosfery na Marsie . Moc pola magnetycznego Marsa stanowi zaledwie niecałe dwa promile mocy magnetycznej ochrony Ziemi . I tu również o pełni ewolucyjnego rozkwitu planety zadecydowała jej wielkość , przekładająca się na intensywność i trwałość reakcji termojądrowej syntezy wewnątrz niej .
Mars ma podejrzanie małą średnią gęstość i wyraźnie zamarłą aktywność wulkaniczną , co może mieć związek z przedwczesnym wygaśnięciem jego wewnętrznego reaktora termojądrowego . Być może w fazie formowania się złowił dramatycznie coś stosunkowo dużego przelatującego w przestrzeni kosmicznej w rejonie jego orbity [To pierwotna wersja kolizji i katastrofy w Układzie Słonecznym] . Podobne coś mogło stać się później naszym ziemskim Księżycem lub w innej formie skonfigurowało jego powstanie .
Jest to być może najważniejszy i bardzo ciekawy epizod w dziejach tego naszego kosmicznego boga wojny . Mars byłby bowiem najbardziej kolizyjną planetą w Układzie Słonecznym . Za jego orbitą znajduje się spore pasmo gruzu asteroidowego (Pas Asteroid) . W mojej teorii obiekt uderzający w Marsa wybił z jego środka duży fragment metalicznego jądra i rozproszył je tak , iż jego rdzawe utlenione szczątki pokrywają jeszcze do dziś dnia powierzchnię niezwykłej Czerwonej Planety .
O takiej właśnie historii Marsa zdają się świadczyć głębokie uskoki w jego powierzchni oraz fakt następujący : „Na południowej półkuli Marsa dominują kratery uderzeniowe (które mogą mieć nawet 3,5 mld lat) . Na półkuli północnej kratery są rzadko rozsiane po wyraźnie młodszej powierzchni wulkanicznego pochodzenia . [...]” ; „[...] średni poziom marsjańskiego gruntu jest na północy niższy*** . [...]” .
Wygląda to tak jakby pół Marsa rozbił dość niedawno jakiś duży obiekt kosmiczny , po czym planeta zasklepiła się tam . Tracąc wówczas znaczną cześć masy straciła też gęstszą od obecnej atmosferę i być może własne prymitywne życie biologiczne . Przed katastrofą pierwotny Mars mógł zapewne dorównywać nieco wielkością ówczesnej Wenus . Przy czym dzisiejsza twarda część Wenus jest z powodu termonuklearnego puchnięcia wnętrza od tamtejszej dość dużo większa .
Merkury o średniej gęstości zbliżonej do gęstości Ziemi i Wenus byłby w tych okolicznościach nie zapaloną jeszcze kamienną w środku planetą . Taką , która tego zapalenia nigdy się nie doczeka , natomiast doczekała się prędko utraty pierwotnej wodorowo-helowej atmosfery i dziś posiada jedynie jej szczątkową warstewkę .
Stawiam jednak na to , że stało się inaczej , a wręcz zupełnie odwrotnie . Krążący najbliżej Słońca Merkury mógł powstać w podobnego fragmentu materii międzygwiezdnej , co samo Słońce . W pierwotnym Układzie Słonecznym był gazowym olbrzymem , podobnym do Jowisza , Saturna , Urana i Neptuna .
Merkury posiada w proporcji do jego gabarytu bardzo duże metaliczne jądro . Stosunek średnicy metalicznego jądra do średnicy planety wynosi tu 3/4 . Jądro to w myśl mojej teorii stanowiące oczywiście skutek termojądrowego przereagowania jego krzemianowych minerałów . Ogromne ciśnienie wodoru i helu pozwoliły mu wcześniej na to . Jednak dość małe ogólne rozmiary skalno-metalicznej części Merkurego oraz bliskość Słońca jako źródła wiatru słonecznego nie pozwoliły mu ostatecznie utrzymać jego pierwotnej gazowej atmosfery . Dziś moc jego pola magnetycznego stanowi już tylko jeden procent mocy pola magnetycznego Ziemi .
Na planety naszego Układu Słonecznego należy więc spojrzeć jako na dalece ewoluujące – jak Ziemia , Mars czy Wenus – bądź na znakomicie zakonserwowane w procesie stabilnej pracy – jak Jowisz czy Saturn . Albo na takie , które szybko zostały samotnymi i dość nudnymi grudami w kosmosie – jak najbliższy naszej gwieździe Merkury .
Wywodzą się one jednak z jednego pnia rodowego . Wszystkie były kiedyś krzemianowymi bryłami z podobnymi dodatkowymi wtrętami otoczonymi grubą wodorowo-helową atmosferą . Utworzyły je i kształtują nadal zróżnicowana ich masą grawitacja oraz piętrowo rozbudowujące się substraty i reaktywne chemicznie produkty potencjalnych reakcji termojądrowych w ich wnętrzach .
MARS TALKS TO US NOW !!! SPACE COLLISION OF YOUNG THE RED PLANET WITH GREAT EXPLOSION OF THE PRIMEVAL MARS CORE
Tak więc wychodzi na to , że wszystkie planety Układu Słonecznego były kiedyś u jego zarania wodorowo-helowymi olbrzymami z krzemianowo-żalaznymi twardymi wewnętrznymi sferami [To pierwotna koncepcja , później przeze mnie trochę zmodyfikowana] . Gazowa ich atmosfera i ciekły ocean pod nią były przepastnie głębokie , a twarde ich wewnętrzne podłoże jądrami o relatywnie niewielkiej średnicy , przy czym one same posiadały stalowe jądra właściwe .
Te planety , które znalazły się bliżej Słońca , a jednocześnie miały mniejsze i lżejsze od pozostałych twarde jądra , które nie tworzyły magnetosfery o odpowiednio dużej mocy pola magnetycznego , utraciły w drodze swej ewolucji gazowo-ciekłe wodorowo-helowe powłoki – jak zwłaszcza Merkury , a później Mars . W przypadku Wenus i Ziemi ich atmosfery uległy dalekiemu przeobrażeniu do dwutlenku węgla lub wody z powodu wydzielania się z ich twardych sfer węgla i tlenu (na Ziemi przy obecności jeszcze wodoru) , przy czym nie tworząca chroniącej przed wiatrem słonecznym magnetosfery Wenus straciła dużo wcześniej niż Ziemia swoją powłokę wodorową .
Mars był więc kilka miliardów lat temu gazowym olbrzymem bez żelazo-tlenkowego piasku na swej powierzchni , lecz z oceanem wodoru i helu na niej . Atmosfera ta ulegała zapewne swoistej ewolucji i w pewnym momencie mogło tam już nie być ciekłego oceanu wodorowego . Rotując w tym czasie być może szybciej niż obecnie wszedł następnie w kosmiczną kolizję z jakimś gigantycznym asteroidą przelatującym przez Układ Słoneczny . Stało się to dla niego tak fatalnie , iż jego twarda powierzchnia została przebita do samego żelaznego jądra właściwego [Później doszedłem do wniosku , że wpłynął na to wygenerowanymi siłami pływowymi przelatujący obok Gaz-Merkury] .
Proszę sobie teraz wyobrazić uderzenie w rotujące szybko w dłoniach bądź takież lecące w powietrzu koło od roweru . Proszę sobie następnie wyobrazić odkorkowanie butelki szampana przez utrącenie jej szyjki pod korkiem . Proszę sobie też wyobrazić bądź przypomnieć z telewizji doświadczenie z wyrzucaniem z garnuszka na tęgim mrozie w powietrze zawartego w nim wcześniej wrzątku . Proszę sobie przypomnieć wybuch wielkiego ziemskiego wulkanu . Wszystko to przypomina sytuację kolizyjną Marsa .
Mars mógł zmienić nieco nachylenie swej osi obrotu w ruchu wirowym i jego prędkość . Mógł zmienić nieco nachylenie płaszczyzny obrotu wokół Słońca . Został zapewne nawet w ogóle przeorbitowany . Akurat pomiędzy Ziemią a Jowiszem jest ku temu sporo miejsca . Być może znajdował się wcześniej na orbicie obecnego Pasa Asteroid , gdzie być może pozostał jego pokolizyjny gruz i podobne szczątki rozbitej asteroidy .
Najważniejszy dziś dla nas wydaje się jednak – dający się bodaj dzisiaj najlepiej zbadać – efekt marsjańskiego odkorkowywania szampana . Wewnętrzne rozgrzane i ściśnięte skały magmowe oraz takież żelazne masywne jądro Marsa pod dużym własnym i wymuszonym ciśnieniem wyrzucone zostały w przestrzeń kosmiczną wokół niego . Doszło do gigantycznej eksplozji .
Zawarte w rozerwanej kapsule planety rozgrzane do tysięcy stopni Celsjusza ciekłe skały i twarde żelazo po uwolnieniu do otoczenia o dużo mniejszym ciśnieniu musiało natychmiast topić się w krople i następnie odparowywać . Doszło tu bowiem między innymi do efektu dyspersji rozprężającej się i stygnącej cieczy w gazie i jej rozproszenia w postaci chmury . Rozgrzane krople przelatywać musiały przez zaburzoną w tym momencie , a przekształconą wcześniej z wodorowej pierwotną jego atmosferę . Pozbawione ciśnienia niezwykle gorące krople od razu też stały się krzemową i metaliczną parą , skraplającą się później w postaci wspomnianej przeogromnej chmury pyłowej .
Utworzyła się tam między innymi chmura złożona z drobniutkich stałych aktywnych chemicznie ziarenek żelaza . Z czasem ziarenka żelazowo-krzemianowej chmury powróciły na macierzystą planetę , aby tu między innymi utlenić się atmosferycznym tlenem do postaci rudych tlenków żelaza . Dziś powierzchnia Marsa przypomina swoim kolorem usłaną utlenionymi żelaznymi opiłkami ziemię , jaką znaleźć można wzdłuż lub obok zakrętu torów tradycyjnej kolei żelaznej .
Po kolizji w dłuższym nieco czasie kula planetarna Marsa zasklepiła się . Mars stracił dużą część swego wnętrza i skurczył się . Utracił między innymi znaczną część swego sporego dawniej jądra właściwego , wypełnionego żelazem . Żelazo to ma teraz częściowo na swej powierzchni . Reszta powędrowała zapewne jeszcze gdzieś poza Układ Słoneczny , pozostawiając być może ślady na pozostałych jego planetach i ich księżycach .
Tlenkowo-żelaznego piasku jest na powierzchni Marsa obecnie tak dużo , że tworzy tu i ówdzie wręcz saharyjskie wydmy żelazo-piaskowe . Takich wydm piaskowych nie uświadczy na przykład na naszym Księżycu . Mars zasypany jest nim jak oceaniczna wyspa pyłem wulkanicznym , po wybuchu na niej dużego wulkanu. Pomimo znacznie rozrzedzonej szczątkowej atmosfery Marsa jest on tak drobny , że przy sporej gęstości unosi się wysoko w marsjańskiej prawie próżni tworząc prawdziwe burze piaskowe .
Pył taki charakterystyczny jest raczej wyłącznie dla dymu . Takiego dymu , jaki powstaje przy wyrzucie skał z rozgrzanego wnętrza wulkanu podczas jego wybuchu . Odpowiednikiem marsjańskiego żelazowego dymu na Ziemi jest bodaj jedynie wulkaniczna chmura piroklastyczna .
Jeśli z charakteru upadków meteorów na pylisty grunt nie wynika aż takie jego rozdrobnienie i obfitość wolnego pyłu , i jeśli nie ma podstaw do sądzenia , że tlenkowo-żelazowe drobiny są pochodzenia wulkanicznego , to istnienie obfitej masy marsjańskiego pyłu i zbudowanego z niego dość głęboko marsjańskiego gruntu jest raczej solidnym dowodem na poparcie mojej tezy o archaicznej kolizji Marsa z ogromną asteroidą .
Takim mocnym dowodem może być też podwójna powierzchniowość Marsa – gdzie ze starszą wyższą półkulą południową łączy się dużo młodsza , niższa od niej półkula północna . Uzupełniony plastycznie ubytek sfery tak właśnie powinien wyglądać . Bez szpachelki musi on być zapewne akurat nieco niższy . Przedkolizyjna średnia gęstość magmy marsjańskiego płaszcza była z tej strony mniejsza niż pokolizyjna .
W tym momencie pojawia się bardzo ważny punkt teorii kolizji i częściowej eksplozji Marsa . Roztopione skały powierzchniowej skorupy i górnej części marsjańskiego płaszcza nie miały bowiem najprawdopodobniej wystarczającej temperatury do swego odparowania . Gorące metaliczne jądro planety i magma niższej części jej płaszcza taką temperaturę mogły jednak już posiadać . To było źródłem ich prawie momentalnego odparowania i eksplozyjnego opróżnienia wnętrza marsjańskiego globu , z pozostawieniem znacznej puli górnej magmy do jego stopniowego zaleczenia i zabliźnienia się jego rozognionych ran po katastrofie .
Po zrealizowanym w ten sposób naruszeniu sprężonego wnętrza Marsa , to właśnie spory zasób tlenu wypełniającego porowatą ekstrudowaną nim magmę marsjańskiego płaszcza mógł po wydostaniu się na zewnątrz posłużyć naturze do utlenienia drobin żelaza i poprzez katastroficzną modyfikację do utworzenia tej planety na nowo jako Czerwonej Planety . Nie wiadomo bowiem , czy w chwili kolizji w atmosferze Marsa znajdował się już tlen . A to jeszcze w odpowiedniej do masowego utlenienia objętości . Ilość i wiek kraterów na niższej półkuli północnej powinien nas poinformować , kiedy mniej więcej doszło do kolizji Marsa z asteroidą i jego kosmicznego wybuchu .
Księżyc oraz Wenus zwracają ku nam okresowo swoje wyraziste bądź zawoalowane twarze [Pisane w dniu po przepięknej pełni księżyca nad Warszawą] . Jest również szczególna „twarz kosmitów” leżąca na powierzchni Marsa . Mars poza tym błyska ku nam swoją rdzawą powierzchnią , jakby czekał na odkrycie jego losów , losów Układu Słonecznego i przewidzenie dalszych losów ludzkości . Jestem tu – ja , który jestem – i od dawna was wszystkich obserwuję !
THE MARS’ NEXT CORE IN NOWADAYS
Zgodnie z teorią reakcji termojądrowych w planetach , obecne żelazne jądro Marsa jest już w jego burzliwej historii jego drugim jądrem (mniejszym) , uzyskanym w wyniku reakcji termojądrowych zachodzących dalej w krzemianach po dokonaniu się marsjańskiej kolizji [Chodzi raczej o bliski pływowo-siłowy kontakt Inta-Marsa z Gaz-Merkurym] i eksplozji pierwotnego jądra (większego) .
THE NEXT CORE OF MARS NOWADAYS ?!?
Uwaga na radosną twórczość malarzy planet ! Napisałem powyżej , że Mars ma współcześnie nowe małe – wytworzone już po katastrofie przez reakcje termojądrowe – jądro żelazowe . Pamiętajmy jednak , że musi to być bardzo małe jądro . Świadczy o tym średnia gęstość Marsa – wynosząca w jego przypadku 3,9 g/cm^3 , gdy dla Ziemi , Wenus i Merkurego jest to około 5,5 g/cm^3 , a dla Księżyca tylko 3,3 g/cm^3 .
Do średniej gęstości doliczyć tu należy ciężkie tlenki żelaza spoczywające na powierzchni Marsa . Zapewne nie stanowią one całej zawartości pierwotnego jądra planety , a jedynie jej niewielką część . Pozostałą ilość – zawartą niegdyś w kosmicznej chmurze żelazowej – wywiał w kierunku galaktyki impet wybuchu i wiatr słoneczny , tak iż rozsiała się po planetach pozostających na zewnątrz Pasa Asteroid (patrząc od Słońca) , ściągana dodatkowo przez ich silne magnetosfery (głównie Jowisza) .
Mars wykazuje bardzo słabe pole magnetyczne , jest więc szansa na to , że posiada nowe jądro , ale na pewno nie takiej wielkości , jak to często przedstawiają niektórzy naukowcy-artyści na swoich przekrojach . Nasza Ziemia ma jądro żelazowe o średnicy bliskiej połowie jej średnicy całkowitej . Jądru Marsa jest do tego daleko . Współczesny nam Mars swoją budową wewnętrzną przypomina bardziej wypełniony krzemianami Księżyc . Tu do danych naukowych wkradła się jakaś błędna podróbka (Lets talk about sex in the laboratory) .
SOMETHING DUSTED NEAR THE NEPTUNE AND NEXT IN THE END THE MARS CAME TO BIG EGG
Oto co napisane jest w podręczniku**** między innymi na temat obiektu znanego w Układzie Słonecznym jako Pluton i jego satelity Charona :
=Powierzchnia Plutona , a także Charona , pokryta jest zestalonymi gazami (amoniak , metan) tworzącymi śnieżną pokrywę w znacznym stopniu odbijającą światło . Niezbyt jasne jest pochodzenie Plutona . Nie należy wykluczyć , że planeta ta była niegdyś jednym z satelitów Neptuna . Satelita ten wskutek zbliżania się nieznanej planety został wyrzucony na orbitę okołosłoneczną . Ta sama nieznana planeta mogła spowodować odłamanie się fragmentu satelity . Odłamek ten stał się księżycem Plutona – Charonem .=
Nie jest wykluczone , że to właśnie nasz marsjański asteroid czy planetoida przelatując obok Neptuna poderwała lub wybiła swoim odpryskiem z jego gazowej powierzchni składniki , które później uformowały lekką lodową bryłę Plutona , prawie wyłącznie złożoną z zamrożonych gazów . Oprócz niewielkiej ilości gruzu skalnego składa się on z lodowego metanu , amoniaku i dwutlenku węgla . Gęstość niemal idealnie kulistego Plutona oceniana jest na 1 – 2 g/cm^3 (najczęściej na 1,75 g/cm^3) .
Być może gruz skalny w jądrze tej lodowej karłowatej planetki jest pozostałością naszego marsjańskiego asteroidy . Łączna masa dostrzegalnych w obserwacji planetoid Układu Słonecznego szacowana jest na 0,008 masy Ziemi , czyli niemal 1/10 masy współczesnej Czerwonej Planety .
Sądzę , że Mars oberwał asteroidą w swoją twardą sferę na wektorze równoległym do ogólnej płaszczyzny Układu Słonecznego , biegnącym od strony Słońca , czołowo gdzieś mniej więcej „na wysokości Warszawy” . Takie uderzenie oderwało z jego globu fragment składający się jakby na górną (północną) jego „pokrywkę” , wyzwalając gwałtowną erupcję żelaznego jądra , rozgrzanego powyżej zewnętrznej temperatury wrzenia żelaza . Dokładnie nie było to samo żelazowe jądro , lecz cała sfera nad-krytyczna . Do sfery tej zaliczała się też magma o takiej temperaturze , która pozwalała na gwałtowne odparowanie jej po nagłej katastrofalnej dekompresji planety .
Byłem ciekaw , czy na mapie Marsa dałoby się odszukać wyraźny ślad tej spektakularnej destrukcji jego powierzchni . I owszem , ślad taki jest bardzo dobrze widoczny na mapie fizycznej Czerwonej Planety . Odpowiedni obraz przypomina jajko przygotowane do konsumpcji na miękko – odarte z górnej połowy swojej skorupki . Tak , iż wyraźnie widać jej strzępki na krawędziach .
Ogólna różnica poziomów pomiędzy marsjańskim „białkiem jajka” a jego „skorupką” – czyli pomiędzy młodszą półkulą północną a starszą południową – wynosi w tereni 6 – 7 km . Jest to półtora do dwóch razy więcej , niż wynosi na Ziemi wysokość płyty kontynentalnej na jej krawędzi nad oceanem , mająca 4 km w pionie . W rejonach marsjańskich biegunów grunt dodatkowo się podnosi z powodu występowanie tam czap lodowych złożonych z zamarzniętego dwutlenku węgla .
Z powodu potrzeby dostosowania się po burzliwej katastrofie do nowych wymiarów globu – najpierw do ich zmniejszenia , a potem do częściowego ich termonuklearnego wzrostu – stara skorupa Marsa powinna posiadać na całej swej powierzchni głębokie i liczne spękania . Nie są one jednak widoczne w panoramie powierzchni widzianej z zewnątrz tego obiektu kosmicznego , gdyż powierzchnia Marsa pokryta jest zamarzniętym powierzchniowo wodnym rdzawym błotem rud żelaza , które wypełnia te szczeliny .
Warto tu jednak zwrócić uwagę na to , czy koliste owale kraterów nie zostały sporo zdeformowane przez ruchy dostosowawcze powierzchni planety . Ich obrazy należałoby przy tym zdejmować z globusa Marsa , a nie z map fizycznych , gdyż siatki kartograficzne same zniekształcają owalne kształty . Poza tym krater z natury swej nie musi być idealnym kołem czy okręgiem , ponieważ upadki meteorów zdarzają się pod różnymi katami .
ZAWISLAWSKI PRIVILEGED ORBITS THEORY MARS ON ITS OLD OR NEW ORBIT THE “WARSAW PACT” IN SPACE
Jeden ze współczesnych polskich naukowców – były mój wykładowca , prof. Zygmunt Zawisławski z Warszawy – stworzył z dwoma kolegami opublikowaną w materiałach NASA kontrowersyjną teorię mówiącą między innymi o tym , że planety tkwiące w większych układach planetarnych nie poruszają się po dowolnych orbitach , lecz mniej więcej po orbitach uprzywilejowanych . Przy czym – poza aktem całkowitego silnego katastrofalnego wybicia – przesuniecie takiej planety na inną orbitą nie jest łatwe , a wręcz jest niemożliwe , gdyż na próbę zmiany reagują natychmiast pozostałe planety układu .
Wynika z tego , że po kolizji z asteroidą Mars mógł nie zmienić swej pierwotnej orbity , a tylko przez jakiś czas oscylować na niej wraz z oscylacjami innych obiektów Układu Słonecznego . Szczątki marsjańskiej planetoidy-asteroidy zajęły zaś nie obsadzoną wcześniej orbitę przebiegającą pomiędzy Marsem a Jowiszem (Pas Asteroidów) .
GREAT PRIVILEGED ORBITS THEORY GREAT WARSAW PACT AMONG STAR AND ITS PLANETS
Przyjęcie stworzonej przez trzech polskich naukowców [Z. Zawisławski , W. Kosek , J. Leliwa-Kopystyński , 2000*****] teorii orbit uprzywilejowanych za rzeczywiście spełniająca się w rzeczywistości oznaczałoby zaistnienie bardzo ważnej konstatacji dla naszej koncepcji kolizji pierwotnego Marsa z planetoidą . Uderzenie bowiem takiego kosmicznego obiektu w pojedynczego naturalnego satelitę , czyli na przykład planetę lub księżyc , którejś z gwiazd lub planet , skończyłoby się zasadnicza zmianą jej czy też jego orbity i najczęściej oddaleniem w przestrzeń międzygwiezdną .
Tu natomiast układ planet reaguje jako całość i oscylując po takim ciosie jak sprężyna przyjmuje go na siebie całego . Takie oscylacyjne ruchy planet są w stanie do pewnych granic wytracić część lub całą energię uderzenia asteroidy . Najwyżej któryś z obiektów układu poddany zostanie prze-orbitowaniu . I to niekoniecznie akurat ten uderzony . Pakt złamać może tylko nadzwyczaj silne uderzenie – tak jak nad-projektowy cios pokruszyć może w drobiazgi stalową sprężynę .
To dlatego nasze Słonce i planety Układu Słonecznego porównałem do słynnego polityczno-wojskowego Układu Warszawskiego , którego sławetna doktryna głosiła (tzw. Doktryna Breżniewa) , iż układ nie pozwala na spontaniczne zdemontowanie któregoś z jego elementów i w potrzebie przychodzi mu automatycznie z bratnią pomocą wojskową i polityczną . Tak też cios kruszący gospodarczej realizacji „gwiezdnych wojen” prezydenta Reagana i rozprzestrzenienia nastrojów „Solidarności” stał się przyczyną rozpadu Układu Warszawskiego .
RED MARS , ORANGE IO , BROWN EUROPA [LIGHT-BROWN EUROPA , DARK-BROWN GANYMEDE]
Poszukując dalszych dowodów na poparcie tezy erupcyjno-eksplozyjnej kolizji pierwotnego Marsa z planetoidą [W wiodącej wersji jest tu zbliżenie z Gaz-Merkurym] , wziąłem pod lupę obserwacji i analizy powierzchnie księżyców Jowisza , a nawet samą karłowatą planetarną lodową bryłę Plutona . Stwierdziłem , że prawdopodobnie każdy z tych obiektów posiada na swej twardej niegazowej powierzchni jakiś bardzo istotny składnik kolorystyczny pochodzący od związków żelaza . Chodzi tu oczywiście o to żelazo , które hipotetycznie zostało rozpylone w wielką wędrującą i rozpraszającą się chmurę po przeoraniu Marsa przez niszczycielską planetoidę .
Krytyczna planetoida mogła tak przyspieszyć zakręcając wokół Słońca , że rozbiła Marsa niczym pocisk rozbijający arbuz , a po-kolizyjne resztki zepchnęła swym impetem w kierunku na zewnątrz Układu Słonecznego . Wiatr słoneczny może bardzo drobne cząstki kolizyjnej chmury pyłowej również wypychać na zewnątrz układu planetarnego albo stojąc na ich drodze wyhamowywać je tak , iż zmniejszając swoją prędkość zmieniają orbitę na dalszą od Słońca .
Część pyłowej marsjańskiej chmury osiadła z czasem powoli na powierzchni zasklepiającego się Marsa , a druga część dotarła do planet i księżyców rodziny Jowisza , kręcących się z inną od marsjańskiej częstotliwością po swych orbitach wokół Słońca . W czasie swoich kolejnych obrotów wyczyściły one przestrzeń kosmiczną wokół siebie zajętą przez przemieszczający się powoli marsjański obłok z marsjańskiego żelaznego kurzu .
To właśnie gruz i kurz powstały w katastrofie Marsa mógł stać się budulcem niektórych księżyców gazowych olbrzymów planetarnych Układu Słonecznego , orbitujących wokół Słońca asteroid oraz pierścieni otaczających Jowisza , Saturna i Urana . Opadający najpóźniej najdrobniejszy krzemianowo-żelazowy pył mógł stać się licznie składnikiem planetarnej , księżycowej i czasem może też asteroidowej „gleby” obiektów kosmicznych Układu Słonecznego krążących dalej od Słońca niż Ziemia – tuż poza orbitą Marsa i na samym Marsie .
Wróćmy jednak do sprawy kolorów księżyców Jowisza . Istotne dla nas związki żelaza posiadają akurat kolory , które pasują do teorii rozsiania marsjańskiego żelaza w kosmosie . Przede wszystkim typowa rdza – czyli mieszanina suchego i uwodnionego wodorotlenku żelazowego z domieszkami innych związków żelaza – jest koloru rudego . Sam zaś bardzo ważny tu wodorotlenek żelazowy jest czerwonobrązowy . Nie utleniony jego kuzyn – wodorotlenek żelazawy – jest biały zielonkawy .
Również tlenek żelazowy jest czerwonobrązowy . Tlenek żelazawy natomiast czarny . Tlenek żelazowo-żelazawy także jest czarny . Równie ważny tu co wodorotlenek i charakterystyczny najprawdopodobniej dla księżyca Jowisza o nazwie Io – siarczan żelazowy – jest żółty , a siarczan żelazawy jasnozielony . Siarczki żelaza – w zależności od chemicznej wartościowości – posiadają barwę czerwoną , żółtozieloną lub żółtą . Ponadto kolorowymi solami są żelazi- i żelazocyjanki żelaza czy też lekkich metali****** (np. żółte , czerwone i błękitne) .
Aktywność wulkaniczna na Io mogła dodać marsjańskiej uwodnionej częściowo rdzy (rudy i brązowy) kolor żółty , pochodzący od siarczanu żelazowego – dając w efekcie kolor pomarańczowy . Tam gdzie są wulkany , jest też bowiem zapewne obecny i któryś z tlenków siarki albo przy obecności wody wręcz sam kwas siarkowy . Żółta jest wszakże także siarka . Często mamy też tu do czynienia z kolorem brązowym , mogącym pochodzić od uwodnionego tlenku i wodorotlenku żelaza . Oto parę cytatów z mojego podręcznika do astronomii i astrofizyki******* :
=Wokół największej planety w naszym układzie krąży co najmniej 16 księżyców . Największe spośród nich to : Io , Europa , Ganimedes i Kallisto były odkryte w 1610 roku przez Galileusza i noszą nazwę księżyców galileuszowych . Bardzo interesujące okazały się fotografie tych naturalnych satelitów , wykonane z pokładów sond kosmicznych . Io obiega Jowisza w odległości 422 000 km , czyli wewnątrz jego magnetosfery . Na powierzchni Io odkryto silną działalność wulkaniczną . Między innymi zaobserwowano wybuchy przynajmniej 8 wulkanów , z których gazy i pyły zostały wyrzucone na wysokość kilkuset kilometrów ponad powierzchnię księżyca . Io jest pokryty lawa o pomarańczowym zabarwieniu , świadczącym o obecności siarki i zestalonego dwutlenku siarki (SO2) . Nie stwierdzono na nim kraterów meteorytowych , co może świadczyć o młodym wieku powierzchni satelity lub tez o silnej aktywności wulkanicznej , powodującej ciągłe zmiany w zewnętrznym wyglądzie księżyca .
Inny obraz przedstawia Europa , obiegająca Jowisza w odległości 671 000 km . Powierzchnia księżyca ma barwę jasnobrązową z odcieniem pomarańczowym o różnej intensywności . Widoczne są liczne szczeliny , powstałe zapewne w skutek działalności tektonicznej [Albo procesu spodniego zasklepiania się fragmentu pokolizyjnej powierzchni marsjańskiej / Z.C.] . Jak się przypuszcza najbardziej zewnętrzną warstwę satelity tworzy pokrywa lodowa o grubości około 100 km .
Ganimedes , oddalony od Jowisza o około milion km , jest ciemnobrązową kulą o urozmaiconej powierzchni . Dostrzec na nim można liczne kratery , najprawdopodobniej niedawno wygasłe , a także ciemne pola , wśród których wyróżniają się stare kratery . Satelitę otacza skorupa lodowa o grubości kilkudziesięciu kilometrów , a pod nią rozciąga się płaszcz z wody lub lodu o grubości kilkuset kilometrów .
Podobna budowę ma Kalisto , najdalszy z czterech galileuszowych księżyców Jowisza . Na jego powierzchni obserwuje się znaczną liczbę kraterów uderzeniowych , w których rejonie można zauważyć odsłonięte białe warstwy lodu .
Podobnie jak ziemski Księżyc , naturalne satelity Jowisza zwracają się ku macierzystej planecie stale ta samą stroną .
Pozostałe księżyce Jowisza mają niewielkie rozmiary rzędu kilkudziesięciu kilometrów . Ich orbity nasuwają przypuszczenie , że przynajmniej niektóre z nich były niegdyś planetoidami , „schwytanymi” przez pole grawitacyjne Jowisza .
Wokół planety [tj. Jowisza] , w płaszczyźnie równika , rozciąga się pierścień bardzo rozrzedzonej materii , przypominający słynny pierścień Saturna . Górna jego granica leży na wysokości 57 000 km nad powłoką chmur . Szerokość pierścienia wynosi 6500 km , a grubość co najwyżej kilka kilometrów . Pierścień składa się z bardzo drobnych cząstek materii , których średnice nie przekraczają kilku mikronów . [...]=
Sądzę , że wymienione tu zabarwienie powierzchni księżyca Io pochodzi od przebogatej na niej obecności wodorotlenku oraz siarczków i siarczanu żelaza , którego pierwotnym źródłem jest rozbity niegdyś Mars . Mamy tu , jak wykazałem , całą paletę nakładających się na siebie „żelaznych” barw . Od zieleni i żółci , poprzez czerwień , do brązu .
APOCALYPTIC DECOMPRESSION OF THE EARTH CATASTROPHE IN MARSIAN WAY IN CAUSE OF BIG ASTEROID IMPACT OR YELLOWSTONE SUPER-VOLCANO ERUPTION OR EVEN ALSO COMPLETELY SPONTANEOUSLY ARRANGED
To , co teraz przedstawię , jest tak niewyobrażalne , że wszystkim nam będzie trudno w to uwierzyć . Dlatego z góry zaznaczam , że nie jest moim celem nieuzasadnione straszenie , lecz swego rodzaju ostrzeżenie świata , jak wszystko to , co dotychczas robiłem . Zaznaczam , że opisany przypadek możliwy jest tylko (choć w całej ogólności nie wyłącznie) przy odpowiednio dużych krytycznych katastrofalnych parametrach toczących się na Ziemi procesów .
Proszę sobie więc wyobrazić , że skoro straszne nieszczęście w postaci kolizji z planetoidą , rozprucia skorupy , dekompresji wnętrza i erupcyjnej eksplozji żelaznego jądra spotkało kiedyś Marsa , to podobny przypadek spotkać może kiedyś Ziemię . Są jednak czynniki , które chwilę tę apokaliptyczną do nas , cywilizowanych już dalece ludzi , przybliżają . Czynnikiem takim jest możliwy spadek na Ziemię któregoś z obserwowanych przez naukowców dużych asteroidów lub spodziewany w niedalekiej przyszłości wybuch super-wulkanu znajdującego się w rejonie Parku Narodowego Yellowstone w USA . W dalszej perspektywie taka katastrofalna tragedia zapoczątkować się może zresztą nawet sama spontanicznie .
Oczywiście takie zjawiska , jak wybuchy monstrualnych wulkanów i uderzenia wielkich asteroid , dla Ziemi to nie pierwszyzna , choć przeważnie niebywała rzadkość , i nic wielkiego by się jej nie stało , gdyby ... . No właśnie , gdyby ! Mamy bowiem obecnie do czynienia z przyspieszonym procesem puchnięcia Ziemi pod wpływem intensyfikacji reakcji termojądrowych w jej wnętrzu , wywołanym przez człowieka w XIX , XX i XXI wieku . A jak wiadomo , co nagle , to po diable !
Sytuacje ratuje rozsuwanie się (tu akurat : nie podsuwanie) prawie jak po maśle płyt tektonicznych w strefach subdukcji , z towarzyszącymi temu procesowi najczęściej stosunkowo niewielkimi jak na ziemskie możliwości trzęsieniami ziemi . Jeśli jednak naprężenia we wnętrzu szybko rozsadzanej od środka Ziemi byłyby zbyt duże , mogłoby dojść do nagłego głębokiego pęknięcia skorupy ziemskiej z sięgającym daleko w głąb planety klinem szczeliny spękania . Klin taki nie mógłby się prawdopodobnie odpowiednio szybko zasklepić i byłaby to prawdziwa katastrofa !
Większość materiałów jest zdecydowanie bardziej wytrzymałych na ściskanie niż na rozciąganie , a tu mielibyśmy do czynienia z tym drugim w odniesieniu do coraz cieplejszych w głębinach litosfery skał . Zwana u mnie sferą nad-krytyczną kulista przestrzeń wewnątrz naszego globu – zawierająca rozgrzane topiące się i wrzące w warunkach normalnych skały – zalega w sumie być może nawet znacznie płycej niż na głębokości tysiąca kilometrów pod powierzchnią Ziemi .
Po uruchomieniu procesu dekompresji z głębin naszej dotąd dość spokojnej planety zaczęłaby się wylewać lawa , a potem wrzące gazy . Stopniowo powstałby wulkan jeszcze dużo większy niż Super-Volcano-Yellowstone . Skoro nie mógłby się on własnymi siłami wewnętrznie zaczopować , Ziemię spotkałoby szybko to , co spotkało niegdyś Marsa . Kosmiczny nasz dom stałby się najprawdopodobniej niebawem kolejną czerwoną planetą w Układzie Słonecznym , pozbawioną wszelkiego wyższego rzędu życia .
Prawdopodobnie scenariusz taki jest w stanie wywołać jeden z dwóch przytoczonych powyżej katastroficznych czynników , jeśli tylko odpowiednio szybko podgrzewać będziemy Ziemię wywołując na niej w końcu na tej drodze destabilizację zasobów chemicznych oceanów (lodu metanowego i rozpuszczonego dwutlenku węgla) . Pogrywamy bardzo ryzykownie i mogą być z tego niespotykane dotąd w historii dziejowe kłopoty !
OLYMPUS MONSTER VOLCANOES OF THE MARS
Myślę , że podobna rzecz mogła właśnie też spotkać Marsa . Jeśli posiadał on drugi podobny lub jeszcze większy wulkan niż Olympus Mons , to w czasie jego erupcji mógł akurat zostać dodatkowo uderzony nawet w sumie niezbyt dużym asteroidem . Wywołało to na tyle silny wstrząs , że rozerwana została twarda powłoka planety na linii w obszarze jego monstrualnego wulkanu . A może wulkany takie były tam jeszcze dwa i skorupa Marsa pękła wzdłuż linii je łączącej . Obeszłoby się tu więc bez gigantycznych gabarytów i prędkości marsjańskiej kolizyjnej planetoidy .
THE EARTH AS LIQUID AND/OR CRYSTAL
W naszej stolicy w dniach 16 – 25 września 2011 odbywa się właśnie piętnasta edycja Festiwalu Nauki . To bardzo interesująca popularna impreza edukacyjna .
Na przeprowadzonym w sobotę wykładzie pod tytułem „Sejsmiczność Japonii i czynniki niszczące przy trzęsieniu ziemi” (nr 261) jeden z naukowców zademonstrował między innymi kawałek minerału (perydotytu) , który jako element wtopiony w większy masyw skalny tworzył niegdyś płaszcz Ziemi . Skały takie zalegają obecnie gdzieniegdzie na powierzchni ziemskiej litosfery (np. we Włoszech) .
Naukowiec zademonstrował również pewien polimer , który swoimi właściwościami odpowiada modelowo w pewien sposób właściwościom ziemskiej magmy . Uformowana przez niego w kulkę szczególna ta plastelina odbijała się jak piłka od podłogi i mebli na sali wykładowej . Miało to pokazywać cechę wnętrza Ziemi funkcjonującego w krótkim czasie jako ciało stałe . Natomiast po włożeniu plasteliny do miseczki rozpływała się ona powoli jak bardzo lepka ciecz i niemal wypływała na zewnątrz . Miało to zobrazować cechę skał funkcjonujących w czasie milionów lat jak lepkie ciecze – odprężające niewątpliwie gromadzące się w nich różnorodne geosferyczne naprężenia .
Widać z tego , że choć Ziemia jest trwała już od 4,6 miliardów lat , to zbyt szybkie jej przemiany , dokonujące się na niej i w jej wnętrzu obecnie , mogą doprowadzić do pękania jej jak kryształu czy głazu , odpowiednio tylko uderzonego właściwym krytycznym impulsem .
MERCURY AND VENUS MUCH MORE INTERESTING
Odwiedziłem wczoraj ponownie kilka imprez XV Festiwalu Nauki . Akurat właśnie niektóre z tych , które odbywały się w Centrum Astronomicznym im. Mikołaja Kopernika PAN na ul. Bartyckiej w Warszawie . Mogłem tam porozmawiać z naukowcami i zadać im aktualnie nurtujące mnie pytania .
Okazało się między innymi , że choć nie udało się nikomu przeprowadzić ku temu matematycznego dowodu , to do pewnego stopnia rzeczywiście istnieje słoneczny „Układ Warszawski” . Prowadzone przy użyciu superkomputerów symulacje ustaliły bowiem , że Układ Słoneczny jest trwałym układem . Różne symulowane ekstremalne bodźce nie zniszczyły jego konstrukcji na przestrzeni miliardów lat w czasie ku przyszłości .
Została niestety (a może stety) poddana w wątpliwość moja teza mówiąca , że planeta najbliższa Słońcu była kiedyś również gazowym olbrzymem , gdyż w czasie tworzenia się planet Układu Słonecznego z pierwotnego dysku materii międzygwiezdnej w tak bliskiej odległości od Słońca wodór nie powinien się nigdzie zgromadzić , poza samym Słońcem .
Z drugiej jednak strony mamy duże wewnętrzne metalowe jądro stosunkowo małego Merkurego , który posiada przy tym pięciokrotnie silniejsze pole magnetyczne niż współczesny Mars . Tak mało masywna planeta , pozbawiona też wulkanizmu , nie mogła bez dodatkowego docisku gazowego wykształcić takiego jądra , jakie posiada .
Zaczyna się więc dziać ciekawa historia z traktowanym dotąd z mniejszym zainteresowaniem niż Księżyc niezbyt oddalonym od nas Merkurym i jego sąsiadką Wenus , oraz niezbywalnie z bohaterskim Marsem . Wyrzućmy śmiało zgniłe jabłko Merkurego z koszyka pierwotnego Układu Słonecznego . Powstał bowiem wieczorem w moim umyśle następujący niesłychany nowatorski i dalece heretycki scenariusz .
Z obłoku pierwotnej materii tworzą się w układzie liczonym od Słońca między innymi cztery planety wewnętrzne (uwaga na niespotykaną kolejność) : Wenus , Ziemia , Mars i Merkury . Dalej mamy normalnie już znane nam ze szkoły planety : Jowisz , Saturn , Uran , Neptun . I raczej na pewno nie ma tam jeszcze karłowatego Plutona .
Wenus bardzo szybko traci swoją wodorową powłokę z powodu oddziaływania na nią Słońca , albo w ogóle jej nie wykształca . Jej jądro jest jedynie płynne i nie posiada typowego planetarnego pola magnetycznego . Atmosferę otrzymuje dzięki swemu wulkanizmowi i wydostawaniu się z jej wnętrza ogromnych ilości dwutlenku węgla – jako jednego z przereagowanych wtórnie produktów reakcji termojądrowych . Są w jej atmosferze obecne też związki siarki .
Na naszej Ziemi powłoka wodorowa reaguje z tlenem wydostającym się z wulkanów tworząc stopniowo wodny ocean . Tlen ten pochodzi również z reakcji termojądrowych zachodzących w strukturach quasi-krystalicznych we wnętrzu Ziemi . Mamy tu także atmosferyczny dwutlenek węgla , który jednak z czasem zaczyna tworzyć skały wapniowe i wypełniać biosferę .
Na marsie nie doszło jeszcze do kolizji , ale zaraz już dojdzie [O tu – w tym miejscu w tym momencie wielka mucha siadła mi na ekran komputera , co zwykle się u mnie nie zdarza !] . Pomiędzy zagrożonym Marsem a Jowiszem krąży Merkury , który jest gazowym olbrzymem mniejszej wielkości .
W krążącego sobie spokojnie Marsa uderza wielka planetoida . Odpryski kolizji tworzą stożek gruzowy wystający w przestrzeni na wskroś orbity Merkurego . Właśnie również przelatuje po swej trajektorii wywołany tu Merkury . Dochodzi do silnego bombardowania jego gazowej i ciekłej powierzchni dużymi odłamkami Marsa i jego kolizyjnej planetoidy . Merkury dostaje w plecy tak , iż przyspieszony zostaje odpowiednio na swej drodze .
Tej nagłej przemiany parametrów nie jest w stanie na dłuższa metę znieść harmonijnie działający dotąd Słoneczny Układ Warszawski . Po wstępnych oscylacjach i perturbacjach przeorbitowuje Merkurego bezpośrednio lub etapowo na pierwszą od Słońca orbitę , a miejsce po nim pozostawia gruzowi stanowiącemu dziś Pas Asteroid . W trakcie tych przenosin marsjańska chmura żelazowa zaczyna opadać na Marsa i obiekty w pasie planet zewnętrznych Układy Słonecznego . Tak masa rozpylonego żelastwa na ich drodze musi je wszystkie nieco spowolnić , przez co poszerza się przestrzeń pomiędzy Ziemią a Jowiszem .
Merkury po drastycznym zbliżeniu się do Słońca traci definitywnie swoją gazową i ciekłą wodorową powłokę i wystawia się na liczne w okolicy macierzystej gwiazdy uderzenia meteorów . My zaś otrzymujemy skutecznie „zreformowany” Układ Słoneczny , znany ze swej postaci w czasach dzisiejszych .
Pozostaje jeszcze kwestia dwojakiego rodzaju reakcji termojądrowych we wnętrzach planet Układu Słonecznego w kontekście pojawiania się na nich bądź nie pojawiania się wulkanizmu [Mucha usiadła teraz na klawiszu pod klawiszem „F9” . Ja tu mam akurat „-” i „_”] . Według mnie wulkanizm pojawia się tam , gdzie docisk płaszcza planety do żelaznego jądra jest relatywnie mniejszy (Wenus , Ziemia , Mars , księżyce) . W gazowych olbrzymach i [Znowu ta mucha !] na Merkurym go nie ma gdyż tam w wyższych temperaturach i pod większym ciśnieniem w dużym stopniu zachodzi bądź zachodziła tlenowa synteza termojądrowa tytanu (zobacz u mnie wcześniej) , a nie tlenowa synteza termonuklearna siarki lub dwutlenku siarki .
3[8(16)O] → 22(50)Ti + ... (reakcja fizyczna ; quasi-kryształ)
2[8(16)O] → 16(32)S + ... (r. fizyczna ; q-kryształ)
S + 2O + → SO2 + ... (r. chemiczna ; w norm. warunkach bezpostaciowe lub krystal. ciało stałe + gaz)
4[8(16)O] → SO2 + ... (r. fizyczno-chemiczna ; = sumarycznie)
Zastanawiając się nad reakcjami zrozumiałem , dlaczego rozgrzana magma wnętrza Ziemi nie tworzy bomby , a reakcje termojądrowe po zaistnieniu niedaleko zanikają . Okazuje się , że zawsze jest tam komu odebrać wydzielająca się w pierwotnej reakcji energię . Są to po części liczne reakcje chemiczne , ale też w dalszym ciągu nuklearne . Myślę , że na przykład bardzo rozpowszechniony w ziemskich skałach magnez może rekombinować z pochłonięciem części energii na istotny dla wielu planet węgiel . Reakcja jest tutaj bardzo prosta :
... + 12(24)Mg → 2[6(12)C] (pochłoniecie części energii ; 24Mg – 78,9 % , 12C – 98,9 % na Ziemi)
Oczywiście reakcja ta przebiega niejako wstecz ogólnego ciągu reakcji syntezy termojądrowej . Planety mają jednak swoją specyfikę . Być może czasami łatwiej jest opuścić środowisko reakcji materii gazowej niż energii termicznej . Wówczas , gdyby syntezę magnezu z węgla potraktować jako reakcję równowagową , mogłaby ona przebiegać czasami również wstecz . A to wystarczyłoby już dla wytworzenia na planecie atmosfery składającej się z dwutlenku węgla . Mielibyśmy bowiem na przykład :
... + MgSiO3 → CO + CO2 + Si
... + Mg2SiO4 → MgO + CO + CO2 + Si
... + Mg2SiO4 → 4CO + Si
CO + O → CO2 + ... (czad utlenia się do dwutlenku węgla)
Si + 2O → SiO2 + ... (a krzem na krzemionkę , czyli piasek)
Z trzech występujących tu metalicznych i niemetalicznych pierwiastków warunkach litosferycznych największe powinowactwo do tlenu ma magnez , nieco mniejsze węgiel , a najmniejsze , niemniej bardzo wyraźne , ma krzem . Wtórne utlenienie węgla i krzemu tlenem nie powinno być w płaszczu Ziemi trudne , gdyż dużo tego ostatniego dostarczają choćby reakcje termonuklearnej syntezy żelaza z glinokrzemianów (opisane w jednym z wcześniejszych moich artykułów) .
Teraz dopiero – i jeszcze po dalszych rozwinięciach tego złożonego nowatorskiego naukowego zagadnienia – wszystko powinno się zgadzać , razem z losami tajemniczego i niedocenionego jeszcze Merkurego . Widać stąd , że nie tylko wszelkie podróże kształcą , ale w szczególności inspirujące podróże na Festiwal Nauki i do warszawskiego Centrum Astronomicznego bardzo kształcą . Ależ się tu dzieje w tym naszym Układzie Słonecznym ! A my tylko patrzelibyśmy bardzo daleko i szukali tam gdzieś życia , niszcząc jednocześnie hurtowo to zapewne najdoskonalsze z obecnie możliwych , istniejące na naszej przepięknej Błękitnej Planecie !
GASEOUS MERCURY IMPACTED AS THE FIRST THERE HAS THE PRIMEVAL BIG GASEOUS MERCURY (EARLIER FOURTH IN THE SOLAR SYSTEM) ITS COLLISION WITH GRAND PLANETOID NOT THE MARS THE MARS EXPLODED AFTER THAT IN TIME OF CONTACT WITH NEAR RUNNING MERCURY 1/2
A może to właśnie gazowy Merkury – kiedy otoczony był jeszcze gazowo-ciekłą powłoką wodoro-helową i krążył wokół Słońca pomiędzy Marsem a Jowiszem – poddany został uderzeniu gigantycznej planetoidy . I to nie Mars zderzył się z nią . Wyjaśniałoby to dysonans kolizyjny , kiedy to planeta Układu Słonecznego zostaje katastrofalnie wręcz rozpruta , a nie zmienia przy tym zasadniczo swojej orbity , tylko robi to za nią jakaś inna planeta tego układu .
Mielibyśmy więc jeszcze bardziej skomplikowany splot zdarzeń katastroficznych w naszym pierwotnym układzie planetarnym . Merkury był niegdyś zbudowany tak , jak wszystkie gazowe olbrzymy i był o wiele większy niż obecnie . Dzisiejszy mały Merkury jest tylko jądrem niegdysiejszej gazowej planety , wielokrotnie od niego grubszej . To właśnie powłoka gazów i ciekłego oceanu wodoru dała Merkuremu niezbędną częściową amortyzację przy uderzeniu planetoidy . Uderzenie było jednak na tyle silne , że pomimo wszystko (słoneczny Układ Warszawski) wybiło ono Merkurego z jego orbity .
W trakcie kolizji planeta straciła część swej gazowo-ciekłej powłoki , ale zachowała w nienaruszonym stanie swoje krzemianowo-metalowe jądro (żelazo i tytan) . Traf chciał , że odpowiednio przyspieszony Merkury przelatywał nieopodal Marsa . I to dopiero stało się właściwym źródłem tragedii tego drugiego . Bliski kontakt sfery gazowo-ciekłej Merkurego i mniejszego od niego Marsa – posiadającego zmodyfikowaną już pewnie częściowo atmosferę (tlen + wodór = woda , jak na Ziemi) – spowodował za sprawą ogromnie wielkich ruchów pływowych katastrofalne pęknięcie , nadkrytyczne rozerwanie powłoki zewnętrznej i wybuchową erupcję pierwotnego żelaznego jądra Marsa .
Na tym jednak nie koniec . Choć nie wiadomo , gdzie wówczas znajdowała się w swym wokółsłonecznym obiegu Ziemia , to można przypuszczać , że jakiś ślad tego zdarzenia na niej pozostał . Przypuszczalnie mógł taki ślad pozostać na Wenus w postaci zwolnienia i odwrócenia jej , pierwotnego podobnego do ziemskiego i marsjańskiego , rotacyjnego obrotu wokół własnej osi .
Merkury niejako smagnął silnie ją i pozostałych swoich sąsiadów swoją rozpraszającą się w przestrzeni wodorowo-helową gazowo-płynną powłoką tak , jak pędzący koń potrafiłby smagnąć jeźdźca w czasie galopu bardzo długą grzywą po twarzy . Jeśli planety wejdą odpowiednio w taki gazowy kontakt , jest to zapewne możliwe . Rozpraszająca się gazowo-ciekła powłoka trze tu bowiem intensywnie przez jakiś istotny czas o ich powierzchnie .
Dziś planeta Wenus obraca się jeden raz w ciągu 243 dni ziemskich . Pomogła ona jednak wyhamować podczas całej operacji Merkuremu i skręcić na jego obecną ostateczną już szybką orbitę wokółsłoneczną . I w ten sposób Merkury został pierwszą planetą Układu Słonecznego w miejsce dotychczasowej Wenus .
Rozproszony w Układzie Słonecznym gruz pokolizyjny , jeśli nie opadł w całości na planety i księżyce , to na pewno mógł utworzyć bliski Marsowi i Jowiszowi ciągły Pas Asteroid . Reszta gruzu najprawdopodobniej pomknęła za Merkurym i ostatecznie opadła na Słońce . Być może resztki jego leżą sobie dziś na powierzchni Wenus i to one między innymi przetaczane są przez szalejące tam kwaśne wiatry . Podobny los spotkał wodór i hel z grubej powłoki Merkurego . Dołączył on bowiem do zasobów słonecznych tych lekkich pierwiastków bądź wymieciony został przez wiatr słoneczny na zewnątrz Układu Słonecznego .
GAS-MERCURY IMPACTED AS THE FIRST ONE THERE HAS THE PRIMEVAL BIG GASEOUS MERCURY (EARLIER FOURTH IN THE SOLAR SYSTEM) ITS COLLISION WITH GRAND PLANETOID NOT THE MARS THE MARS EXPLODED AFTER THAT IN TIME OF CONTACT WITH NEAR RUNNING MERCURY 2/2
Prawdopodobnie bardzo ważne dla nas jest spostrzeżenie dotyczące pierwotnie być może podobnej , a ostatecznie różnej rotacji planet Układu Słonecznego . Trzy nienaruszone w merkuriańskiej kolizji planety – Jowisz , Saturn i Uran – posiadają podobny okres obrotu wokół własnej osi , wynoszący tylko około 10 godzin . Z taką mniej więcej prędkością mogły pierwotnie rotować wszystkie planety Układu Słonecznego .
W czasie wielkiej kolizji w Układzie Słonecznym planeta Neptun oberwała rykoszetem jakiegoś odprysku nadlatującego razem z kolizyjną planetoidą i nieco zwolniła swój pierwotny pełny obrót do około 15 godzin . Przelatujący blisko obok Marsa oraz Ziemi gazowy Merkury , wcześniej odbity od kolizyjnej planetoidy , spowolnił ich rotację do około 24 godzin . Przy czym nieco mniejszy Mars niebawem eksplodował . Po czym jako nadal rozgrzany uformował wtórną żelazistą Czerwoną Planetę .
Zastanawiający jest trwający obecnie formalnie wsteczny obrót Urana . Trzeba jednak pamiętać , że czasem wyjątki potwierdzają regułę . Uran obraca się wyjątkowo dziwacznie , bo prawie w płaszczyźnie swojego obrotu wokół Słońca . Czyżby przekabaciła go tak niesamowicie również nasza przelatująca przez Układ Słoneczny wielka planetoida ?!
Ziemia wyszła tu jakimś cudem z opresji bez większego szwanku . A to między innymi dlatego , iż nie było na niej jeszcze takiego życia , jakie znamy dzisiaj . Może naukowcy znajdą na to współcześnie jakiś dowód . Wenus natomiast została przez swój kontakt z Merkurym wyhamowana i poczęła rotować powoli w odwrotną stronę . Sama planeta Merkury spowolniła w trakcie tego wszystkiego tak dalece , iż pełny jej obrót trwa dziś aż 2111 godzin , choć samo Słonce obiega szybko – zgodnie z zasadami ruchu planet .
Chciałbym na koniec porównać jeszcze raz serca Wenus i Merkurego , to jest ich masywne metalowe jądra właściwe . Płynne żelazne jądro Wenus jest pod względem swego bezwzględnego rozmiaru trochę większe od całej współczesnej planety Merkury . Biorąc jednak rzecz proporcjonalnie w pełnych gabarytach obu planet to akurat jądro Merkurego jest relatywnie większe od jądra Wenus .
Wenusjańskie jądro jest tak gorące , iż jest ono ciągle płynne i według przyjętej przeze mnie teorii , to właśnie dlatego Wenus nie posiada generowanego koncentrycznie z jej środka pola magnetycznego . Natomiast na Merkurym procesy termojądrowe prawie się już zakończyły i wnętrze jego jest zimne . Dlatego pomimo mniejszego wewnętrznego ciśnienia część jego jądra jest już stała i może ono wytworzyć słabe pole magnetyczne .
Toczące się we wnętrzu Wenus w jej minerałach sporadyczne reakcje termojądrowe są obecnie jeszcze bardzo intensywne . Porównując zaś Merkurego z Księżycem dochodzi się do wniosku , że reakcje termojądrowe nigdy nie powinny się tam nawet zapoczątkować . To właśnie to jest główną przesłanką dla mojej obrazoburczej tezy , głoszącej , że Merkury był niegdyś gazowym olbrzymem , którego twarde jądro wewnętrzne dociskane było jeszcze grawitacyjnie przez ocean oraz atmosferę złożoną z wodoru i helu .
Wenus charakteryzuje znaczna aktywność wulkaniczną przypominającą typ wulkanizmu ziemskiego – posiada bowiem dużo średniej wielkości aktywnych wulkanów . W składzie pierwiastkowym gazów atmosferycznych Wenus i Ziemi oraz w hydrosferze Ziemi występuje tlen . Natomiast na Merkurym aktywność wulkaniczna jeśli nawet kiedyś istniała w słabszej niż na Wenus formie , to już dawno zamarła .
Wydaje się tu w takim razie , że w głębi Merkurego zachodziły reakcje termojądrowe w typie syntezy tlenowej (fiz. : 3 x 16O → 50Ti) – wymagające większego niż na Wenus i Ziemi nacisku grawitacyjnego (tu fiz.-chem. : 4 x O → SO2) – które dodawały do jego żelaznego jądra znaczną domieszkę tytanu . Pierwiastek ten – jako niemal dwukrotnie lżejszy od żelaza i zarazem wyżej od niego topliwy – najprawdopodobniej zmniejsza gęstość metalowego wnętrza planety i jednocześnie zwiększa moc jej planetarnego pola magnetycznego .
Jeśli proporcje budowy wewnętrznej Merkurego są takie , jak się je najczęściej przedstawia , to dla zachowania średniej gęstości planety (5,5 g/cm^3) jej metalowe jądro musi mieć faktycznie mniejszą gęstość niż metalowe jądro Wenus albo Ziemi . Kluczem do całkowitego poznania fascynującej prawdy o planetach Układu Słonecznego i innych układów kosmicznych bez ich wgłębnego penetrowania jest więc dalsze analityczne potwierdzenie dość intensywnego zachodzenia w minerałach płaszczy planet impulsowych reakcji termojądrowych .
Sumarycznie rzecz ujmując Merkury okazał się prawdziwym sprinterem , który w dodatku umie kluczyć pomiędzy słupkami slalomu (zobacz : Merkury w mitologii greckiej) . Mars okazał się świetnym wojownikiem , bo choć przegrał walkę o wyższy poziom życia , to stoczył ją z prawdziwym wojennym poświęceniem (zobacz : Mars) . Wenus okazała się piękną przynajmniej duchowo (zobacz : Wenus) , gdyż stawiając bohatersko czoła nieszczęściu pomogła zagrożonemu Merkuremu nie upaść fatalnie na Słońce . Tak więc nazwy planet biorących udział w efektownym i efektywnym planetarnym kosmicznym dramacie antycznym okazały się być przypisane przez nas kiedyś zupełnie słusznie !
W roku 2022 (jak w 1963 i 2010) boski Jowisz przybliży się do Ziemi na minimalną odległość . W dacie tej „łabędzie” płyną na pozycjach 1 , 3 i 4 – to jest na takich , jakie w pierwotnym Układzie Słonecznym zajmowały Wenus , Mars i Merkury . Może również to powinno nas zastanowić oraz przekonać o bożym ostrzeżeniu wystosowanym do mieszkańców Błękitnej Planety !
MARS & (ITS) ASTEROIDS MORE KNOWN
Niektórzy twierdzą , że w miejscu obecnego Pasa Asteroidów , znajdującego się pomiędzy Marsem a Jowiszem , krążyła niegdyś wokół Słońca karłowata planetka . Oszacowano , że promień jej przekraczał 600 km . Miała więc średnicę około 1350 km . Oznacza to , że pod względem swej średnicy była prawie dwukrotnie mniejsza od dzisiejszego Merkurego . Przy założeniu podobnej do ziemskiej i merkuriańskiej jej gęstości miałaby więc gdzieś siedmiokrotnie mniejszą od Merkurego masę i objętość .
Wielkość karłowatej planetki odpowiadałaby mniej więcej łącznej współczesnej masie wszystkich elementów Pasa Asteroidów (nie objętości , bo tu średnia gęstość jest mniejsza) . Jest to bowiem jednocześnie blisko jeden procent objętości i masy Ziemi . Stanowi to także dziesiątą część obecnej masy Marsa , czyli gdzieś siódmą część jego współczesnej objętości . Planetka miałaby rzekomo zostać pogruchotana przez przelatujący na wskroś Układu Słonecznego obiekt kosmiczny i stworzyć ze swoich szczątków rzeczony Pas Asteroid .
Sądzę , że mniejsza od wspomnianej tu planetki planetoida uderzyła w krążącego pierwotnie po wymienionej orbicie Merkurego i że to obok marsjańskich jej szczątki stanowią obecnie zasób znajdującego się tam Pasa Asteroidów . Z racji olbrzymiej prędkości tej kolizyjnej asteroidy Merkury z przyspieszeniem odrzucony został daleko w stronę Słońca .
O katastroficznym przeorbitowaniu Merkurego świadczy być może również jego niezwykle duży – jak na planetę Układu Słonecznego – mimośród krążenia wokół Słońca (e = 0,2056 ; tj. 0,307 / 0,467 j.a. = 46 / 70 mln km) . Niemal o połowę mniejszy mimośród krążeniowy , lecz w dalszym ciągu również wyjątkowo duży , posiada akurat Mars (e = 0,0934) , a Pluton – wtórny lodowy karzeł na peryferiach systemu – dość do merkuriańskiego podobny (0,2484) .
Dość typowe mimośrody mają Jowisz , Saturn i Uran (0,0483 ; 0,0560 ; 0,0461 = 0,04 – 0,06) . Wenus , Ziemia i Neptun zaś zmniejszone (0,0068 ; 0,0167 ; 0,0100 = 0,006 – 0,017) , przy czym Wenus ma zmniejszony najbardziej (e = 0,0068) . Są więc one znowu jakby czymś odpowiednio zmodyfikowane w trakcie trwania jakiejś ogólniejszej katastrofy w Układzie Słonecznym ! Ciekawe , dlaczego gazowe planety nie biorące bezpośrednio udziału w scenariuszu naszej kosmicznej inwazji – Jowisz , Saturn oraz jakimś cudem Uran (brał udział) – zachowały tak zbliżone do siebie mimośrody ?
Jeśli przeanalizować skład jakościowy meteorytów – docierających do Ziemi głównie z Pasa Asteroidów i na Ziemi odnajdywanych jako tzw. znaleziska (stare) lub spadki (nowe) – to okaże się , że odpowiadają one budowie typowej planety Układu Słonecznego o twardej powierzchni . Są meteoryty kamienne , czyli krzemianowe (o gęstości 3,1 – 3,6 g/cm^3) meteoryty żelazo-kamienne (4,2 – 4,8 g/cm^3) oraz żelazne (7,0 – 8,0 g/cm^3) .
Najcenniejsze z nich (o znaczeniu wręcz jubilerskim) są barwne meteoryty żelazne z inkluzjami krzemianowymi , pochodzące ze strefy przejściowej , gdzie płaszcz planety przechodzi w jej jądro . Jednakże meteorytów chondrytów , czyli meteorytów krzemianowych spotyka się aż blisko 95 % – co z kolei nie odpowiada dokładnie ilościowemu składowi planetarnemu , gdyż jest to ilość zawyżona .
Niektóre z meteorytów spadających na Ziemię są zawęglone , to jest posiadają w swoim składzie spore ilości organicznych związków węgla . Ich gęstość jest przez to odpowiednio mniejsza . Poza tym odnajduje się meteoryty pochodzące z powierzchni Marsa i Księżyca . Te wszystkie również są najcenniejsze wśród odpowiednio zachowawczo uzyskanych , zbadanych i sklasyfikowanych meteorytów .
Wygląda więc na to , że gruz Pasa Asteroidów jest dość ściśle pokolizyjną materią pochodzącą z rozbitej części Marsa wymieszaną z elementami ocalałymi z odparowania planetoidy , która uderzyła z ogromna energią w Merkurego . Toteż chyba naszą kolizyjną planetoidę wypada już wreszcie nazwać . Proponuję dla niej nazwę : Jumar albo Mariter . Nazwy te powstają ze złożenia fragmentów angielskich określeń planet Mars i Jupiter (Jowisz) , występujących w szeregu zmiennej kolejności .
Kiedy Jumar uderzyła w Merkurego wyzwolona energia zderzenia musiała być tak wielka , że znaczna część pokrywającego planetę wodoru i helu musiała od razu wyparować i rozproszyć się w przestrzeni kosmicznej . Podobnie stało się z częścią Jumar , która została ponad to pogruchotana i również rozproszona . Warto przy okazji wspomnieć , że gęstość przeciętnej asteroidy jest znacznie mniejsza od gęstości twardych planet (2,7 a 5,5 g/cm^3) . Gęstość rozpędzonej Jumar zapewne nie odbiegała zbytnio od gęstości zewnętrznych warstw Merkurego (1,2 g/cm^3) .
Jak już wiemy , to dość jednak sprężyste zderzenie z Jumar przyspieszyło i wypchnęło Merkurego z jego pierwotnej wokółsłonecznej orbity . Przelatując obok Marsa i Ziemi omiótł je swoja rozpraszająca się w przestrzeni „grzywą” gazów zewnętrznych tak , iż obie planety spowolniły w podobny sposób swoją rotację . To podobieństwo pierwotnego i obecnego tempa rotacji Ziemi i Marsa jest tu charakterystyczne i zastanawiające .
Mars dopiero chwilę później eksplodował , gdyż pęknięcie grubej warstwy jego powierzchni przez pewien czas narastało . Gorące resztki Marsa po jakimś czasie na nowo utworzyły planetę na jego właściwej orbicie . Wystudzone zaś jego części , te które stały się od niego odleglejsze , wpadły w siły uprzywilejowanej orbity Pasa Asteroidów , czyli też jednocześnie byłej już orbity Merkurego . Odpowiednie przeorbitowanie elementów zapewniło układowi względną trwałość .
Z analizy sytuacji wynika , że nie całe jądro Marsa poddało się wielkiej dekompresyjnej erupcji . Aby odparować każda substancja pobiera ciepło z otoczenia lub ciepło wewnętrzne . W tym wypadku niewielkie fragmenty żelaznego jądra i strefy przejściowej marsjańskiego płaszcza , w skomplikowanych turbulencjach planetarnego wybuchu , mogły najwyraźniej zachować swoją pierwotną strukturę . Dzisiaj fragmenty te są jednymi z największych rzadkości i rarytasów wśród meteorytów .
Nie wiadomo jak duża masę materii utracił w swej katastrofie Mars , gdyż nie znamy wielkości jego pierwotnego żelaznego jądra . Być może jednak dałoby się to oszacować ze zmiany jego gęstości (5,5 → 3,9 g/cm^3) oraz proporcji w składzie materiałowym spadających na Ziemię meteorytów . Wydaje mi się , że przed katastrofą mógł być twardą planetą dwa do trzech razy większą pod względem objętości niż obecnie . W dalszym ciągu byłby więc mniejszy od współczesnej Wenus , ale już nie tak drastycznie mniejszą .
Na pozycji układowej za Ziemią i przy swym bogatym wulkanizmie Mars przed dewastacyjną ingerencją planetoidy Jumar miał warunki do posiadania nawet niewielkiego wodnego oceanu . Teoretycznie więc pierwotnie mogło również tam zasiane zostać drzewo życia i mogło ono przekształcać się na Marsie do wyższych swoich form . Przez kosmiczny atak Jumar vel Maritera straciło ono jednak szansę na dalszy swobodny rozwój .
O zachodzeniu w głębi płaszcza Ziemi i planet reakcji termojądrowych świadczą nie tylko rozpisane w sposób stechiometryczny przebiegi tych reakcji w typowo rozpowszechnionych minerałach , ale również zewnętrzne zjawiska tym reakcjom towarzyszące . Zewnętrznym zjawiskiem towarzyszącym jest na przykład współczesna zmiana prędkości rotacji Ziemi . Wśród zjawisk tych możemy odnaleźć nawet bardzo odległe – które zaszły niegdyś w Układzie Słonecznym – takie jak przedstawiona powyżej ewolucja atmosfer planet układu czy odrodzenie się do planetarnego istnienia poważnie uszkodzonego Marsa .
Dla dobra zachowania życia na Ziemi potrzebna jest więc interdyscyplinarna odpowiedzialna współpraca przedstawicieli wielu współczesnych kierunków naukowych ! Odpowiadających za swe skuteczne działania zawczasu przed Bogiem i historią , aby nie odpowiadać już niebawem przed rozwścieczoną tłuszczą światowych mas anarchistycznych i rewolucyjnych !
WHY THERE’S COLD URANUS & HOT NEPTUNE
Miałem już zamiar zakończyć niniejszą serię uzupełnień – poświęconą genezie , ewolucji i perturbacjom Układu Słonecznego – gdy pojawiła się ciekawa kwestia różnic termicznych pomiędzy bardzo podobnymi do siebie dwoma gazowymi planetami , najdalszymi w Układzie Słonecznym gazowymi olbrzymami : Uranem i Neptunem . Pamiętajmy przy tym , że „gazowy olbrzym” nie oznacza tu wyłącznie i całkowicie gazowy , a jedynie w przeważającej części swej ogólnej objętości gazowy .
Wiemy dziś dokładnie , że Jowisz , Saturn i właśnie Neptun emitują więcej energii cieplnej ze swych gazowych powierzchni w przestrzeń kosmiczną , niż otrzymują jej ze Słońca . Na emisję ciepła z ich wewnętrznych rejonów wskazują między innymi znaczne turbulencje obserwowane w ich atmosferach . Jest to zwłaszcza zastanawiające w przypadku bardzo już odległej od Słońca planety Neptun . Jeszcze niedawno uważano w ciemno , że z tego powodu powinna ona być pokryta zestalonymi gazami . Jak się okazało , tak nie jest ! Uran natomiast na swej powierzchni jest całkiem spokojny i jak na swoją bliższą od Słońca w stosunku do Neptuna pozycję dość zimny .
Mamy więc rozgrzanego Neptuna krążącego jeszcze dalej poza wychłodzonym Uranem . Uran pod względem gabarytów zewnętrznych jest większy i ma średnicę o długości 57070 km , podczas gdy Neptun ma średnicę o długości 49670 km . Na tym ewidentna przewaga Urana się kończy , gdyż masa jego jest mniejsza i wynosi 87 · 10^24 kg , a Neptuna 100 · 10^24 kg . W jednostkach masy Ziemi wynosi to odpowiednio 14,56 i 17,24 . Starsze dane podawały pewną przewagę gęstości Neptuna nad gęstością Urana – w stosunku 1660 do 1190 kg/m^3 . Obie planety mają podobne albedo – 0,93 Uran i 0,84 Neptun – jak również zapewne podobny chemiczny skład atmosfer .
W takim układzie proporcji , znając schemat budowy gazowych olbrzymów , można wnioskować , że Uran ma mniejsze twarde jądro niż Neptun . I to właśnie jest główną przyczyną większej masywności tego drugiego . Na tym porównanie można zakończyć i nie stwierdzić nic na temat różnicy termicznej pomiędzy nimi , bo nie wiadomo , z czego miałaby ona na dobrą sprawę tu wynikać . Chyba , że przyjmie się do wiadomości słuszność teorii zachodzenia procesów termojądrowych we wnętrzach odpowiednio zbudowanych planet ! Zasłyszaną bajkę o wewnętrznym tworzeniu się Neptuna z pierwotnego obłoku materii międzygwiezdnej , trwającym jeszcze w dalszym ciągu po blisko 4,5 mld lat , należy z gruntu odrzucić , jako niedorzeczną brednię .
Wewnętrzny chłód Urana łatwo natomiast wytłumaczyć , jeśli zważy się na to , iż jego małe twarde jądro zawiera mniej materiału syntezowego niż takież jądro Neptuna . Większa średnica Urana daje jednak nad tym materiałem znaczny docisk , porównywalny z ciśnieniem panującym we wnętrzu płaszcza twardej masywnej części Neptuna . Reakcje termojądrowe we wnętrzach Urana i Neptuna musiały więc początkowo przebiegać dość podobnie , jednak Uran do dnia dzisiejszego wypalił już swój materiał paliwowy . Przez to właśnie tak bardzo odróżnia się on termicznie od ciepłego jeszcze nadal Neptuna .
AFTER SMALL CONFUSION INTERESTING CONCLUSION
Jaka jest rola w nauce takiej osoby , jak ja ? Kilku naukowców w prywatnych rozmowach ze mną przyznało , iż wielkim mankamentem wspaniałej współczesnej nauki jest jej wąskie poszufladkowanie specjalizacyjne , nad którym brakuje interdyscyplinarnego spoiwa . Tak więc przestrzeń pomiędzy naukami i ich specjalizacjami pozostaje często nie zagospodarowana . Jeśli jakaś część rzeczywistości dotyczy kilku dziedzin wiedzy równocześnie , może zostać niezauważona bądź zignorowana przez naukę . Tak też dzieje się chyba niestety w dalszym ciągu w sprawach dla zachowania ciągłości cywilizacji i przetrwania życia na Ziemi najważniejszych ! No chyba , że doceni się i właściwie wykorzysta między innymi moją zaangażowaną pracę w tej materii .
[]
Merkury / Wikipedia
http://pl.wikipedia.org/wiki/Merkury
Wenus / Wikipedia
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wenus
Ziemia / Wikipedia
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ziemia
Mars / Wikipedia
http://pl.wikipedia.org/wiki/Mars
Mapa fizyczna Marsa / Google
http://www.google.com/mars/
Pas planetoid / Wikipedia
http://pl.wikipedia.org/wiki/Pas_planetoid
Jowisz / Wikipedia
http://pl.wikipedia.org/wiki/Jowisz
Saturn / Wikipedia
http://pl.wikipedia.org/wiki/Saturn
Uran / Wikipedia
http://pl.wikipedia.org/wiki/Uran
Neptun / Wikipedia
http://pl.wikipedia.org/wiki/Neptun
Pluton / Wikipedia
http://pl.wikipedia.org/wiki/134340_Pluton
Views of the Solar System
http://www.solarviews.com/eng/homepage.htm
Io , Jupiter I
http://www.solarviews.com/eng/io.htm
Mars’ Olympus Mons 3 x Height of Mount Everest – The Solar System’s Most Massive Volcano
http://www.dailygalaxy.com/my_weblog/2010/04/mars-olympus-mons-the-solar-systems-most-massive-volcano-mars-.html
Astronomical and Astrophysical Transactions The Journal of the Eurasian Astronomical Society [*****]
http://images.astronet.ru/pubd/2008/09/28/0001230506/177-190.pdf
On the Regularities of the Mean Distances of Secondary Bodies in the Solar System [*****]
http://www.cbk.waw.pl/~kosek/z/zartykul.html
The Universe – Jowisz, Planeta Olbrzym – część 1/3 (Lektor PL) / piqquer
http://www.youtube.com/watch?v=ZIuCaYoygkA
The Universe – Jowisz, Planeta Olbrzym – część 2/3 (Lektor PL) / piqquer
http://www.youtube.com/watch?v=U0ZV535SbcQ&NR=1
The Universe – Jowisz, Planeta Olbrzym – część 3/3 (Lektor PL) / piqquer
http://www.youtube.com/watch?v=rDUl_CNAIYA&NR=1
The Universe – Mars, Czerwona Planeta – część 1/5 (Lektor PL) / piqquer
http://www.youtube.com/watch?v=sgmAJQQFeSw
The Universe – Season 1 Episode 02 – Mars: The Red Planet / mcroger
http://www.youtube.com/watch?v=wuzxORlL1BM
The Universe – Season 1 Episode 04 – Jupiter: The Giant Planet / mcroger [Zobacz wcześniej : wersja w języku polskim]
http://www.youtube.com/watch?v=xPYRJ-r6sug
The Universe: Season 1 Episode 4 – Jupiter: The Giant Planet 1/3
http://www.youtube.com/watch?v=WrHvswzv1G4
The Universe Jupiter The Giant Planet Part 1
http://www.youtube.com/watch?v=AcMyL_l78lo
The Universe – Merkury i Wenus, Planety Wewnętrzne – część 1/5 (Lektor PL) / piqquer
http://www.youtube.com/watch?v=XnRlHERlzTU
The Universe – Season 1 Episode 07 – The Inner Planets / mcroger
http://www.youtube.com/watch?=fxIzJPdDfnQ
The Universe – Season 1 Episode 11 – The Outer Planets / mcroger
http://www.youtube.com/watch?=Xuwz8bJPQEc
The Universe: Season 1 Episode 11 – The Outer Planets 2/3 / nightskyastronomy
http://www.youtube.com/watch?=YIrhTXRROgo
The Outer Planets (The Universe 1) part 43 of 60 / HubbleEyes
http://www.youtube.com/watch?=ZgKpinHLY-Q
The Outer Planets (The Universe 1) part 44 of 60 / HubbleEyes
http://www.youtube.com/watch?=bkcnxBFpPnE
supervolcano part 1 1/6 / brianf55
http://www.youtube.com/watch?=WF-RKzqNtz0
Yellowstone Super Volcano Alert – History Channel Special
http://www.youtube.com/watch?=1Vn6kxfD3Ek
_____________________________ * – Jerzy Marek Kreiner : „Astronomia z astrofizyką” , PWN , 1988 , str. 122 . ** – „Tablice” (matematyka , fizyka z astronomią , chemia , geografia , biologia) , Wydawnictwo GREG , 2011 , str. 192 . *** – „Collins . Popularna encyklopedia” , Firma Księgarska , 2007 , str. 568 . **** – J.M. Kreiner : „Astronomia z astrofizyką” , PWN , 1988 , str. 131 . ****** – Kalendarz Chemiczny 1950-51 , SIiT-PCHwP , Łódź 1950 , str. 202 . ******* – J.M. Kreiner : Astronomia z astrofizyką , PWN , 1988 , str. 125 .
-------------------------------------------------------------
Przeczytaj ostatnie moje artykuły w tym samym klimatyczno-geofizyczno-astrofizycznym ciągu tematycznym :
THE GREAT COLLISION IN THE SOLAR SYSTEM [173] {Wielka kolizja w Układzie Słonecznym} [Tu jesteś]
GLOBAL WARMING MAKES GUNPOWDER BARREL !!! [172] {Globalne ocieplenie stanowi beczkę prochu !!!}
http://poland.indymedia.org/pl/2011/08/54490.shtml?comments=true
FIND LOST OCEAN PIECE BIG AS ENGLISH CHANNEL [171] {Znajdźcie zagubiony kawałek oceanu wielki jak kanał La Manche}
http://poland.indymedia.org/pl/2011/08/54433.shtml?comments=true
SEVEN ASPECTS OF EARTH’S TOTAL WARMING [170] {Siedem aspektów totalnego ocieplenia Ziemi}
http://poland.indymedia.org/pl/2011/08/54384.shtml?comments=true
THERMONUCLEAR REACTIONS INSIDE THE EARTH [169] {Reakcje termonuklearne wewnątrz Ziemi}
http://poland.indymedia.org/pl/2011/08/54379.shtml?comments=true
CZY KULA ZIEMSKA PRZESTAJE SIĘ OBRACAĆ ?! [168] {Do the Earth sphere stop its revolving ?!}
http://poland.indymedia.org/pl/2011/07/54352.shtml?comments=true
EARTH’S TOTAL HOTHOUSE TRANSFORMATION [167] {Totalne cieplarniane przekształcenie Ziemi}
http://poland.indymedia.org/pl/2011/07/54203.shtml?comments=true
SATELLITE FLIGHT DOWN TO THE GROWING EARTH [166] {Satelitarne opadanie na rosnącą Ziemię}
http://poland.indymedia.org/pl/2011/06/54071.shtml?comments=true
THE FIRST EPOCH-MAKING HYDRATE PHENOMENON [165] {Pierwsze epokowe zjawisko hydratowe}
http://poland.indymedia.org/pl/2011/02/53087.shtml?comments=true
MONITOR & MODEL WORLD BIG LAKES WARMING [164] {Monitorujcie i modelujcie ocieplenie światowych dużych jezior}
http://poland.indymedia.org/pl/2011/02/53086.shtml?comments=true
WHY GLACIERS SHOOT ON & FALL TO BITS NOW [163] {Dlaczego lodowce wystrzeliwują teraz wprzód i rozpadają się w kawałki}
http://poland.indymedia.org/pl/2010/12/52725.shtml?comments=true
OUR EARTH IS 2 THE SIZE OF THE PRIMEVAL EARTH [162] {Nasza Ziemia jest dwa razy większa niż pierwotna Ziemia}
http://poland.indymedia.org/pl/2010/12/52669.shtml?comments=true
NEW LOOK AT THE FAST WARMING EARTH [161] {Nowe spojrzenie na szybko ocieplającą się Ziemię}
http://poland.indymedia.org/pl/2010/11/52418.shtml?comments=true
DEMONY HISTORII WIECZNIE ŻYWE [160] {Demons of History Live Forever} [Tu lista i linki do wcześniejszych moich artykułów : 159 , 158 , 157 , etc.]
http://poland.indymedia.org/pl/2010/09/52147.shtml?comments=true
------------------------------------------
Przeczytaj poprzedni mój artykuł z uzupełnieniami => link źródłowy
|
Uzupełnienia i sprostowania:
|