|
Billboard - Gdańsk - Przypomnienie
|
|
Shi Tao
|
18-02-2006 15:32
|
|
W nocy z 15 na 16 lutego, na trasie kolejki SKM Gdańsk-Sopot, przy stacji Sopot - Wyścigi pojawił się billboard nawiązujący do walentynkowego bojkotu internetowych wyszykiwarek, bezpośrednio wspierających chiński reżim.
|
|
W nocy z 15 na 16 lutego, na trasie kolejki SKM Gdańsk-Sopot, przy stacji Sopot - Wyścigi pojawił się billboard nawiązujący do walentynkowego bojkotu internetowych wyszykiwarek, bezpośrednio wspierających chiński reżim.
Chiny - drugi co do wielkości rynek usług internetowych, posiada obecnie najszerzej rozbudowaną kontrolę sieci na świecie. W ciągu ostatnich lat, nasila się trend monitorowania i inwigilowania firm, kawiarenek internetowych, a także osób prywatnych. Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwa instaluje u dostarczycieli internetu urządzenia, które umożliwiają podgląd indywidualnych kont e-mailowych i zobowiązuje wszystkie kawiarenki do rejestrowania klientów oraz powiadamiania o nich policji. Od listopada 2002 roku dramatycznie wzrosła w Chinach liczba zatrzymanych i skazanych za korzystanie z informacji oraz wyrażanie własnych poglądów w internecie. Jak twierdzi Amnesty International, do stycznia 2004, aż 54 osoby zostały z tego powodu uwięzione. Stanowiło to aż o 60% więcej zastrzymań w porównaniu z listopadem 2002. W styczniu 2006 liczba ta wzrosła do 64. Poza oficjalnie skazanymi wiadomo, że w aresztach przetrzymywana jest nieustalona liczba innych ludzi , oczekujących latami na przedstawienie zarzutów. Są to m.in. studenci, pisarze,byli policjanci, biznesmeni, prawnicy, nauczyciele, robotnicy, inżynierowie - osoby zamknięte za rozpowszechnianie informacji o SARS, wyznawcy Falun Gong, członkowie Ruchu 4 Czerwca, dysydenci, osoby ujawniające przypadki korupcji czy też komunikujące się z emigracyjną opozycją. Takie postępowanie to ryzyko postawienia zarzutu „próby przewrotu” lub „zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa”, za co grozi od 2 do 12 lat więzienia. Ludzie ci są bardzo często torturowani. Do podstawowych praktyk należy: kopanie, bicie, elektrowstrząsy, wstrzykiwanie substancji niewiadomego pochodzenia, podwieszenie za ramiona, związywanie w niewygodnych pozycjach, pozbawienie snu i jedzenia, gwałty. Obowiązuje system zatrzymań, o wymownej nazwie ,,reedukacja przez pracę" (praca czyni wolnym?), który umożliwia aresztowanie setek tysięcy ludzi na okres do czterech lat, bez postawienia im zarzutów czy wyroku skazującego. Aresztowani maja bardzo ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym. Nie posiadają możliwości złożenia skargi czy wniosku o przeprowadzenie dochodzenia, odmawia się im dostępu do prawnika. Ich procesy toczą się za zamkniętymi drzwiami. W skrajnych przypadkach osoby, które publikują w internecie informacje ocenione jako "tajemnica państwowa", mogą zostać skazane na śmierć. Chiny pod względem egzekwowania tej formy kary stanowią pierwsze miejsce na świecie i tym samym wyprzedzają Wietnam, Singapur, Iran czy USA. Jak ogłosił wysoki rangą członek Narodowego Kongresu Ludowego - karę śmierci w Państwie Środka wykonuje się na 10.000 osób rocznie. Brak najbardziej podstawowych zabezpieczeń , które zapewniłyby prawa oskarżonym, oznacza, iż ludzie nadal pozostają skazywani w niesprawiedliwych procesach i zabijani.
Niektórzy z oficjalnie skazanych za "przestępstwa" związane z internetem:
*Dwie osoby przedstawione w raporcie Amnesty International z listopada 2002, zmarły w areszcie. Było to prawdopodobnie wynikiem tortur lub maltretowania przez policję (członkowie wspólnoty Falun Gong, zdelegalizowanej jako "organizacja heretycka" w lipcu 1999 roku). *Huang Qi - inżynier informatyki z Sichuan. Zrobił stronę internetową, na której przebywający za granicą chińscy dysydenci umieścili swoje artykuły, w przededniu 11-tej rocznicy wydarzeń na placu Tiananmen. Zatrzymany 3 czerwca 2000 roku, 3 lata po aresztowaniu skazany na 5 lat więzienia po niesprawiedliwym procesie. Wg doniesień został dotkliwie pobity przez strażników więziennych. Jego rodzinie zezwolono na wizytę tylko raz – w październiku 2003 r.
*Liu Di - studentka psychologii z Pekinu. Przetrzymywana przez ponad rok, bez możliwości kontaktu z rodziną, po tym jak na czacie, używając nicka: „nierdzewna stalowa mysz”, krytykowała rząd i wzywała do uwolnienia Huang Qi. Zwolniona w listopadzie 2003 r. po publicznych protestach przeciwko jej zatrzymaniu. Prawie 3000 internautów, w większości z Chin, podpisało petycję wzywającą do jej uwolnienia. Przynajmniej pięcioro z nich zostało potem aresztowanych, czworo zaś: Cai Lujun, Luo Changfu, Du Daobin i Kong Youping, jest nadal zatrzymanych. Zarzutów karnych Liu Di nigdy nie postawiono.
*Li Dawei - były funkcjonariusz policji.Skazany na 11 lat więzienie za ściąganie artykułów poświęconych demokracji z zagranicznych stron internetowych. Wszystkie jego apelacje od tego wyroku zostały odrzucone.
*Li Zhi - urzędnik wydziału finansowego w Syczuanie w Chinach zachodnich. Oskarżony o ,,działalność wywrotową".Pisał o aferach korupcyjnych w swojej prowincji i o jej I sekretarzu (na forach internetowych, potem na emigracyjnej stronie internetowej). Wpadł, gdy zgłosił chęć przystąpienia do działającej na emigracji Demokratycznej Partii Chin. Skazany w 2003 r. na osiem lat więzienia w wyniku (jak twierdzą Reporterzy Bez Granic) przekazania przez firmę Yahoo! danych jego konta pocztowego władzom. Reporterzy wiedzą o tym z mowy odwoławczej obrońcy dysydenta z 2004 r., umieszczonej na Boxun.com. - stronie chińskiej opozycji, zainstalowanej na amerykańskim serwerze. Przedstawicielom organizacji udało się dotrzeć także do jego adwokata.
*Shi Tao - chiński dziennikarz. Oskarżony o wysłanie maila streszczającego obcym źródłom wewnętrzne rozporządzenie Partii Komunistycznej które to, miało ostrzegać dziennikarzy o możliwych zamieszkach społecznych podczas rocznicy Ruchu 4 Czerwca (ku pamięci wydarzeń na placu Tiananmen). Nakazywało im także milczenie i nie publikowanie na ten temat jakichkolwiek informacji w mediach.Aresztowany za pokojowe korzystanie z prawa do wolności słowa. Skazany w 2005 r. na dziesięć lat więzienia, w wyniku przekazania przez działający w Hongkongu oddział firmy Yahoo!, danych jego konta pocztowego ( huoyan1989@yahoo.com.cn) władzom.
Oprócz firm: Google, Yahoo, Microsoft, za cenzurę internetu w Państwie Środka i współpracę z chińską cyberpolicją odpowiedziale są także inne: Cisco, Nortel Networks, Websense i Sun Microsystems. W walce o chiński rynek zakładają filtry na strony wskazywane przez władze oraz udostępniają technologie pozwalające lokalizować niepokornych obywateli.
Google Największa i najpopularniejsza z wyszukiwarek internetowych - Google ogłosiła niedawno wprowadzenie na rynek swojej chińskiej wersji, cenzurującej rezultaty wyszukiwania, zgodnie z wymogami komunistycznego rządu. Udostępnia zatem tylko te strony, które znajdują się na specjalnej liście akceptowanych przez cyberpolicję, chińskiego Biura Bezpieczeństwa Publicznego. Jeśli wpiszemy słowo "Tybet", "Tajwan" lub "prawa człowieka", pojawią się tylko odnośniki do witryn zgodnych z reżimową propagandą. Chiński odpowiednik blokuje także strony propagujące narkotyki, alkohol, serwisy z dowcipami, strony gejowskie, strony dot. seksu czy edukacji seksualnej. Paradoksalnie, ta sama firma odmówiła w styczniu udostępnienia rządowi USA danych, o materiałach potrzebnych w śledztwie, dotyczącym dziecięcej pornografii. Portale pornograficzne, na które można wchodzić przez wyszukiwarkę, są bardzo intensywnie uczęszczane. W zeszłym roku Amerykanie wydali na ich oglądanie około 2,5 mld dolarów. Jak widać ślepa pogoń za zyskiem pozwala firmie popadać w skrajności (żeby nie powiedzieć patologie). Założony w naszym kraju (na początku tego roku) oddział Google zaczyna właśnie tworzyć polskie wersje swoich programów. Na pierwszy ogień poszła Picasa, która pozwala przechowywać zdjęcia i pracować z nimi w komputerze. U nas władza nie jest tak mocna jak w Pekinie i ponadto cechuje ją pewne przyzwolenie do dewiacji seksualnych jak np. Leppera, który przecież publicznie ogłosił, że ,,nie wie jak można zgwałcić prostytutkę". No, żeby nie było, że naginamy pewne tematy ale jakieś ziarno prawdy chyba w tym jest. 14 lutego firma Vodafone zapowiedziała, że razem z Google zamierza stworzyć narzędzie wyszukiwawcze dla klientów telefonii komórkowej. Vodafone to największy operator telefonii komórkowej na świecie. Działa w 27 krajach i posiada sieć partnerów w kolejnych 31. Na dzień 31 grudnia 2005 roku Vodafone liczyła 179,3 mln użytkowników. Jej wartość to 80 mld brytyjskich funtów.
Yahoo! Konkurencja Google. W Chinach od trzech lat. Jej współpraca z tamtejszymi władzami wydaje się być najbardziej zacieśniona (patrz wyżej). Rzeczniczka amerykańskiego oddziału Yahoo! Mary Osako twierdzi, że nie wie, kim są ludzie, których dane przekazuje władzom. Innego zdania jest Vincent Brossel reprezentujący Reporterów bez Granic. Uważa, że każda prośba o udostępnienie informacji nawet jeśli jest lakoniczna, pozwala dokonać własnego osądu po charakterze zarzutu (uzasadnieniu żądań). Opisy typu: "działania wywrotowe" czy "łamanie tajemnicy państwowej", pozwają domyślić się, czy dana osoba jest dysydentem. W lipcu 2005 powstał oddział firmy: Yahoo! Polska, który narazie udostępnia jednak tylko polską wersję poczty.
Microsoft (wyszukiwarka MSN Search) W Państwie Środka pojawiła się w marcu zeszłego roku. W tamtejszym MSN zainstalowano, w ramach ,,publicznego zobowiązania do samodyscypliny dla chińskiego internetu, filtry na słowa takie jak "demokracja", "prawa człowieka" "wolność" czy "Tybet".Po zlikwidowaniu niewygodnego dla władz bloga Zhao Jinga (o pseudonimie Michael Anti) Microsoft spotkał się z gwałtowną światową krytyką. Michael Anti to dziennikarz, współpracownik pekińskiego biura korespondenta "New York Timesa" i autor bloga, gdzie krytykuje niewygodne dla rządu sprawy. Blog usunięto, ponieważ Anti relacjonował strajk dziennikarzy, w obronie redaktora naczelnego ,,Wiadomości pekińskich, który miał zostać usunięty. Solidaryzując się ze strajkiem, nawoływał czytelników do zakończenia prenumerowania tej gazety. Serwis blogowy MSN Spaces jest w Chinach bardzo rozpowszechniony: posiada 3,3 mln zarejestrowanych użytkowników, a miesięcznie odwiedza go ok. 15 mln. Anti odtworzył swój blog w amerykańskiej firmie (nieobecnej w Chinach): Blogcity (anti.blog-city.com). Chińscy internauci mogą do niej dotrzeć, poprzez wyszukiwarkę, zawierającą kopie stron internetwych.
Bojkot nie kończy się na jednym dniu!!! Nie może polegać na chwilowym zaspokojeniu sumienia!!!
Pokaż, że nie akceptujesz ich polityki!
Korzystaj z innych wyszykiwarek:
http://www.lycos.com
http://www.ask.com
http://www.teoma.com
http://www.altavista.com i chwilowo nie działająca http://activista.org/
|
Uzupełnienia i sprostowania:
|