za: www.aborcja.net/decyduja.html
Kobiety na Falach przypłynęły do portu we Władysławowie!
Statek z pływającą kliniką kobiet przypłynął do naszego kraju. Holenderki przybyły po to, by wyrazić swoją solidarność z polskimi kobietami w walce z restrykcyjną polityką państwa polskiego, ograniczającą dostęp do nowowczesnej antykoncepcji, rzetelnej edukacji seksualnej, czy wreszcie prawa kobiet do legalnej, bezpiecznej aborcji . Już od jakiegoś czasu, śledząc artykuły w gazetach, mogliśmy dowiedzieć się jak niestosowne jest to przedsięwzięcie. Niestosowność ta polegać ma na tym, że nagle wybucha debata o aborcji, a o niej przecież należy milczeć! Przypłynięcie holenderskiej pływającej kliniki stwarza nam, polskim kobietom szansę na to, by w naszym kraju rozpoczął się w sprawie aborcji nieideologiczny, nietendencyjny dialog, w którym tym razem głos zabiorą kobiety...
Kobiety na Falach przybyły do Polski
Od 20.06.br trwa akcja holenderskiej fundacji Women on Waves (WoW), zajmującej się zdrowiem kobiet i prawami człowieka i współpracującego z nią "Komitetu STER", nieformalnej koalicji działaczek organizacji kobiecych i osób indywidualnych.Statek Kobiet na Falach, w środowisku feministycznym zwany "Statkiem SOLIDARNOŚCI KOBIET", miał zacumować w porcie we Władysławowie, jednak władze portu, tłumacząc się sztormową pogodą nie zezwoliły na jego wpłynięcie, informując holenderską jednostkę, że musi poczekać na poprawę pogody. Tymczasem inne statki, zarówno wczoraj, jak i dzisiaj, do portu we Władysławowie wpuszczano bez problemu. Załoga statku zdecydowała się na czasowe wpłynięcie do portu w Gdyni. Okazało się, że nie mogą wejść do gdyńskiego portu jachtowego, ponieważ w ubiegłym tygodniu zmieniono przepisy pozwalające wpływać do portu jachtom. Do tej pory, pozwolenie otrzymywały jednostki o zanurzeniu do 4 m, teraz, po zmianach, granica wynosi - 2.8m. Jacht Women on Waves, pod nazwą "Langenort" ma zanurzenie 3,5 m. Kiedy pogoda się poprawi, Langenort wpłynie do Władysławowa. Jako jacht, nie potrzebuje on pozwolenia na wpłyniecie do tego portu.Kiedy statek WoW wpływał do portu w Gdyni, w jego stronę poleciały jajka rzucane przez młodych działaczy Ligi Polskich Rodzin protestujących przeciwko prawom kobiet i akcji Kobiet na Falach. Młodzi mężczyźni, w większości ogoleni na łyso, wznosili okrzyki - "precz z holenderską śmiercią, gestapo!, mordercy!". Towarzyszący im poseł LPR Robert Strąk zapowiedział, że przeciwnicy aborcji zamierzają fotografować kobiety wchodzące na statek. Groził też, że aktywiści Ligi będą dokonywać "obywatelskich aresztowań" osób związanych z akcją Kobiety na Falach, a także uprzedzał, że planują "rozbić" zapowiadaną na sobotę rano konferencję prasową WoW. W tej sytuacji, a także w związku z otrzymaną informacją, że działacze młodzieżówki LPR "Młodzież Wszechpolska", starają się zlokalizować we Władysławowie miejsce pobytu osób związanych z akcją WoW, przedstawicielki Komitetu Ster złożyły na policji doniesienie o przestępstwie gróźb karalnych.
21.06 odbyła się we Władysławowie konferencja prasowa, zorganizowana przez Fundację Women on Waves i Komitet STER. Przed Urzędem Miasta we Władysławowie na działaczki kobiece czekała grupa Młodzieży Wszechpolskiej w towarzystwie posła LPR Roberta Strąka. Wchodzące do budynku feministki zostały zaatakowane jajkami. Obecna na miejscu posłanka Ligi Gertruda Sztuba skarżyła się dziennikarzom - "Te panie wchodzą i wychodzą i nie chcą z nami porozmawiać". Zaprzeczyła, że młodzi bojówkarze mają jakiś związek z Ligą Rodzin Polskich - "Ci młodzi ludzie mają jakieś granice wytrzymałości i wyjęli jajka. Liga żadnych jajek nie przynosi, bo LPR chce rozmawiać" - mówiła Sztuba. Z kolei jeden z młodych bojówkarzy zaprzeczał, że te jajka, które poleciały, są tymi samymi, które zostały przywiezione samochodem posła Strąka. - "Nie wiem co się stało z naszymi jajkami" - mówił z filuternym uśmiechem. Mimo prób prawicowych aktywistów konferencja odbyła się zgodnie z planem. Wanda Nowicka z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny poinformowala, że przybycie do Polski holenderskiego statku ma na celu zwrócenie uwagi polityków na problem zlego i dyskryminującego kobiety prawa antyaborcyjnego. Nowicka powiedziała, że politycy nie chcą dostrzec skutków złego prawa i ignorują tragedie kobiet, udając, że problem nie istnieje. Liczy, że w wyniku tej akcji nastąpi prawdziwa, nietendencyjna i odideologizowana debata, która doprowadzi do długo oczekiwanych zmian w prawie, a nowe regulacje będą odpowiadały najlepszym standardom europejskim. -
"Politycy muszą wreszcie zacząć działać, żeby kobiety nie były zmuszone do korzystania z podziemia aborcyjnego, szukania pomocy za granicą, czy opuszczania polskich wód terytorialnych." - mówiła Wanda Nowicka, reprezentująca Komitet STER. Dodała, że wydarzenia towarzyszące statkowi WoW są testem na demokrację w Polsce. - "Osoby pracujące przy projekcie są zastraszane przez Młodzież Wszechpolską i Ligę Polskich Rodzin. Wobec kobiet stosowany jest terror i przemoc, a tymczasem instytucje powołane do ochrony praw obywatelskich - prawa do wypowiedzi i do informacji, prawa do poruszania się - nie są w stanie nas obronić" - powiedziała Nowicka.
Rebecca Gomperts z fundacji Women on Waves zapewnila dziennikarzy, że statek Langenort mimo trudności na pewno przybije do brzegów Władysławowa i program akcji będzie realizowany (tekst wypowiedzi R.G - w załączeniu). Przedstawicielki holenderskiej fundacji nie chciały odpowiadać na pytania dziennikarzy, dociekających, czy na statek zabierane będą kobiety, które po wypłynięciu jednostki na wody eksterytorialne (12 mil morskich od brzegów) będą mogły dokonać aborcji farmakologicznej. Pytana o to, czy na Langenort znajduje się pigułka wczesnoporonna RU 486 - Rebecca Gomperts odpowiedziała, że na statku - klinice jest wiele medykamentów.
Kobiety na Falach zaznaczyły, że nie odpowiadają na pytania, ze względu na obowiązujące w Polsce restrykcyjne prawo antyaborcyjne. Zgodnie z nim, przestępstwem jest nie tylko przeprowadzenie aborcji, ale nawet udzielanie jakiejkolwiek informacji na temat możliwości dokonania zabiegu. Podobne przepisy obowiązywały także w Irlandii, jednak w 1992 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł w sprawie przeciwko Irlandii, że obowiązujący tam zakaz informacji na temat możliwości przerwania ciąży poza granicami kraju narusza prawa człowieka. Wynika z tego, że polskie prawo antyaborcyjne, w części dotyczącej prawa do informacji narusza Europejską Konwencję Praw Człowieka i powinno być jak najszybciej zmienione.
|